Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/117

Ta strona została uwierzytelniona.
109

zawinięte w papier parę talii kart trochę używanych, które, zwolna poglądając na towarzysza, rozkopertowywać zaczął i przerabiać.
Jegomość w czerwonéj chustce przypatrywał się bacznie, nieokazując jednak tego wcale, z pod oka.
— W co będziemy grali?
— W co pan chcesz...
— A no! gdyby w prostego... patryarchalnego sztosika?
— Sztosika? no? no? ale pokaż no mi asindziéj wprzód karty, rzekł wyciągając rękę podróżny — bo to się różnie zdarza, zwłaszcza w drodze — karty używane, a choć po groszu gramy, ale czasem grosz stoi za dukata.
Fryderyk niechętnie z uśmiechem znaczącym podał mu talją, którą ten zaczął żywo, bacznie i znać umiejętnie rozglądać, bo w połowie tego zajęcia Pluta wyrwał mu talją i schował śmiejąc się do kieszeni.
— E! niemamy co grać! nie ma satysfakcyi, rzekł — WPan znasz rzecz.