Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/1267

Ta strona została uwierzytelniona.
53

mierzeńca swego, sam nic bardzo strasznego przedsięwziąć nie może.
— Pan byś mógł z nim o tém pomówić otwarcie, — rzekł Teoś.
— Ja? ale jakiémże prawem? — spytał czerwieniejąc się Narębski, — cóż to do mnie należy? Zresztą uważam to za zbyteczne i nie lękam się wcale barona dla Mani.
Teoś więcéj nie nalegał.
Dunder w istocie nie ukazał się już ani u Adolfiny, ani gdzieby go o szpiegowanie Mani posądzić można. Zamknął w sobie namiętność, usiłując o niéj zapomnieć, choć napróżno.
Umieściwszy Manię u Byczków, Muszyński nazajutrz niezbyt rano poszedł do Drzemlika, aby się z nim ostatecznie obrachować i rozstać. Między wieczorem a rankiem upłynęło dosyć godzin namysłu, które jednak żadnéj dla Teosia nie przyniosły zmiany, ale w panu Michale obudziły żal szczery po pomocniku i usilną chęć zatrzymania go dłużéj przy sobie.
— Powinienby mnie przeprosić, — mówił zrazu Drzemlik, — tobym go na miejscu zo-