Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/276

Ta strona została uwierzytelniona.
268

przypatrzeć i grunt wprzódy wyprobować, zanim stąpił nogą.
Nigdy może dwie mniej do siebie podobne jednostki nie spotkały się i nie starły, Fryderyk umyślnie nadrabiał bezwstydem przeczuwając istotę konwencjonalną i zapiętą. Pobracki otulił się flegmą i tajemnicą nieprzebitą. Siedzieli na przeciw siebie i milczeli.
— Przychodzę tu, — rzekł powoli pan Oktaw dając sobie czas do rozmysłu i rozpatrzenia, przychodzę...
— Tak, domyślam się, że piechotą. — przerwał Pluta.
— W imieniu...
— Pani Jenerałowéj Palmer, rozumiem, a ja siedzę tu jako umocowany na krzesełku, od jej rodzonego brata, pana Mateusza Anastazego dwóch imion Kirkucia, — rzekł Pluta, — mamy tedy założenie jasne.
Pobracki zamilkł, zaczął ze złotéj, maleńkiéj tabakiereczki dobywać tabaki, która się w sam kącik jakoś zbiła i zatrzęsła, nim dostał się do albanki, upłynęła dobra chwila;