Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/318

Ta strona została uwierzytelniona.
18

wiéj gromić i wołać począwszy, wyciągnął mię z ławy na środek, obsypując przezwiskami, leniwca, muła, opieszalca, próżniaka.
— A to tak! — wołał zimnym głosem równym, wyrazy ostremi, ale bez najmniejszego objawu passji, — a to tak! zabaweczki! bieganina! piłka! uliczka! a to tak! a lekcji ani w ząb! Czekajże, dam ja ci tu zabawki, dam piłkę, dam uliczkę, łobuzie jakiś, zakało rodu ludzkiego! No cóż? nie umiesz lekcji?
— Nie — umiem, panie professorze, — odpowiedziałem.
— Nie umiesz! i bezwstydnie śmiesz mi to wyznawać, w obliczu towarzyszów, bez sromu, bez czoła... na zgorszenie tych, których dotknięcie twoje zaraża, których gubisz złym przykładem. A! czekajże!
Tu groźnie się zatrzymał i dodał:
— Mów, mule jakiś, dla czegoż nieumiesz?
Professor zamiast osła, używał zawsze muła, pierwsze wyrażenie mając za nadto trywialne.
— Dla czego nieumiesz? — powtórzył groźnie.