Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/361

Ta strona została uwierzytelniona.
61

ma, obawiałżebyś się walki? wzdrygał na pracę?
— Ubóstwa nie obawiam się dla siebie, rzekł Muszyński, ani jutra, ani pracy, ale pojmuję, że biorąc kobietę na barki, potrzeba mieć już coś więcéj niż nadzieję, trzeba miéć choć kawałek ducha, choć jakie takie gniazdko, choć maluczki kącik i pewniejszy chleb, lub choć pewną pracę; ale ja...
Teoś smutnie zwiesił głowę...
— No! no! i co więcéj jeszcze? uśmiechając się spytał Feliks.
— A! przedewszystkiem rzekł Teoś, trzeba miéć pewność serca.
— O tem albo ci powie przeczucie które nigdy nie myli, odparł Narębski, albo ona sama; ale zdaje mi się, że lepszego wyboru zrobić nie mogła, i musiała spostrzedz płomieniste wejrzenia.
— Płomieniste! oburzył się Muszyńki.
— Myślisz więc, że gdzie ogień się pali, tam blask jego utaić można?
— Jam nie śmiał spojrzéć!
— Powiedz, nie chciałeś, aleś patrzał