Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/363

Ta strona została uwierzytelniona.
63

tał Narębski, który tembardziéj naciskał go, im tamten zdawał się uparciéj wycofywać.
— Miłości jeszczem w sobie nie zbadał, uczciwe uczucie godności i poszanowania siebie, mam za obowiązek... Ubogi musi głowę nosić wysoko, wysoko serce, a jak wy złotem, on się dumą siły własnéj okrywa.
— Więc nie kochasz jéj?
— Dla czegóżbym miał taić... czuję że ją kocham... ale przed miłością idzie obowiązek...
Zresztą ta miłość nasza, moja, nie jest wcale siebie pewną, nie wyprobowaliśmy jéj przez łzy i cierpienie, nie doszła nawet do słów, do wyznań, objawiła się zaledwie rumieńcem, domięszaniem, wejrzeniami kradzionemi. Daléj iść sumienie mi nie dozwala, jéj skromność... Nie sądzę żeby mnie pokochać mogła, nie czuje się jéj godnym; sam powtarzam ci, niewiem czy marzenie o ideale nazwać się może miłością.
— Tyś szczery zemną i ja będę z tobą otwartym, rzekł zawahawszy się znów chwilę mąż Samueli z ciężkiem westchnieniem, żona moja Teosiu, najlepsza kobieta w świe-