Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/389

Ta strona została uwierzytelniona.
89

zywało ciszę, trzeba więc było mając dom własny wybrać salonik u Bouquerel’a, i prosić go tylko o jak najwytworniejszy obiad i wina.
Przyjaciele łatwo się sami sprosili, a rachować jeszcze można było, że parę miejsc zapaśnych, w chwili ostatniéj u wnijścia, niby przypadkiem przechodzący, znajomi, zająć nieomieszkają.
Do zaproszonych należał baron Dunder już nam nieco znany, kilku porządnie ubranych i przyzwoitych ludzi, którzy się strzegli w życiu czemkolwiek odznaczyć, daléj Teoś Muszyński, który się mocno opierał, że go więcéj białe rękawiczki niż codzienna strawa do któréj przywykł, kosztować będą, ale w końcu obiecać musiał, że przybędzie; Justyn, bo go żołądek i język kwalifikowały do obiadu i żadna taka partie fine bezeń obejść się nie mogła; kilku jeszcze szaro-bladych ichmościów N. N. i X. Y. Z., wreszcie Jan Kanty Purchawka, szkolny towarzysz pana Feliksa.
O godzinie piątéj całe towarzystwo było już zgromadzone i żywo otwarło gastronomi-