Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/407

Ta strona została uwierzytelniona.
107

trzech ichmościów, których po sukniach, ogorzałych twarzach i fizjognomjach otwartych można było poznać od razu za świeżo przybyłych ze wsi.
Zmięszali się wszyscy niepospolicie na ten napad nagły i niespodziewany, ale cóż było począć, milczenie grobowe zdawało się wiszącą w powietrzu burzę poprzedzać.
Pluta wszedł tak odważnie i śmiało, że zdumienie tylko wywołał, ale na dnie jego był napisany przestrach.
— Panowie! rzekł stając w pośrodku sali i wzrokiem przeszywając z kolei pobladłe twarze, gdy szczęśliwe losu zrządzenie umieściło nas w bliskości i możności usłyszenia wzniesionego toastu, niechże mi wolno będzie moje życzenia połączyć z temi, które w waszym musują szampanie. Nasz nie jest nic a nic gorszy. Mam honor przedstawić się nieznajomym, przypomnieć znanym dawniéj Fryderyk z Plutowa Pluta zwany kapitanem, dobry koleżka, późniéj trochę obszarpaniec i podupadły brukowiec, dziś jeśli się nie myli, znowu na drodze do pieniędzy, a zatem