Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/476

Ta strona została uwierzytelniona.
176

no, to pewna że mniéj dziewięćdziesięciu lat mieć nie mogła.
Była na oba oczy ślepa, zgarbiona, i całkiem świata i życia zabyła, tak że lub nic nie mówiła wcale, lub o ostrych tylko prawiła dziejach, jeszcze ze Stanisławowskiéj epoki, którą pamiętała najlepiéj, zdawało się jéj niekiedy nawet, że to co było za jéj młodości dotąd trwało jeszcze.
Codzień rano syn chodził do matki, pocałować ją w rękę i odebrać pocałunek w czoło milczący.
— A co tam mama dobrodziejka? pytał zawsze jednakim głosem pan Zacharjasz.
Na to staruszka kiwała głową, lub odpowiadała wcale nie do rzeczy, a syn powstawszy i odchrząknąwszy odchodził.
Niekiedy, zatrzymywał się nieco gdy pani Józefowa w dłuższe zapuszczała się opowiadanie, a nie kleiło się to ani z zapytaniem syna, ani z mogącemi wywołać wspomnienie okolicznościami, przychodziło z dziwnéj jakiejś fantazyi.