Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/490

Ta strona została uwierzytelniona.
190

cym pogrzebem, stawał u wywróconego wozu z założonemi w tył rękami i dzień cały przebywszy pośród wrażeń ulicznych, powracał nocą do domu, zmęczony równie jak szczęśliwy.
Maćkowi jednak to życie nie starczyło, i mimo przyjemności jakich doznawał, czuł już w sumieniu zgryzotę z tak przepędzanych godzin, a powstrzymać się od téj rozpusty nie mógł.
Maciek nie był sierotą, ale matka jego, wyrobnica, ojciec czeladnik mularski, nie mogli się bardzo zajmować wychowaniem dziecka, polecali je ulicy i wierzyli w to oboje, że Pan Bóg bierze w opiekę rzucone nad drogą ziarno... puszczali go samopas aby dojrzał swobodnie. Gdy jednak powrócił odrapany lub pobity, z widocznemi znakami złego prowadzenia się, nie wchodząc w wywody długie, ojciec dawał admonicją przekonywającą przytém i matka czasami mu pomagała, ale tylko pięścią. Był to jedyny czynny środek edukacyjny przez rodziców używany ku moralnéj dziecka poprawie i skło-