Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/503

Ta strona została uwierzytelniona.
203

płaciłbym panu. No! za tom, co pan chcesz? dałbym dwieście złotych.
Teoś chodził trzy dni jeszcze, ale głód coraz mocniéj zagrażał, nie podjął się wprawdzie smażenia tytułu, ani osłodzenia przedmowy, zawarował sobie, że pani X. użytą nie będzie na pokrycie jego grzechu, ale musiał się wziąść do przekładu kucharki doskonałéj. Tylko sumienny tłumacz, wdawszy się w sosy i leguminy, biegał do bibliotek, wertował księgi, chciał, choć darmo, bo tego po nim nie wymagano, język kuchenny uczynić historycznym, staropolskim, czystym, dodał bibliografią wypracowaną komina i pieca, słowem książkę spekulatora uczynił prawie owocem uczonego trudu.
To ją w oczach jego popsuło, odrzucono precz dodatki i kucharka poszła w świat pomnożona tylko skomplikowanym i szumnym tytułem, na który zgodzić się musiał Teoś ruszając ramionami.
Po Kucharce, którą wydano pośpiesznie, gdyż była pożądaną bardzo, dostał do przekładu książkę agronomiczną, a naiwny wy-