Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/696

Ta strona została uwierzytelniona.
136

coby ci przyniósł ulgę nie utrapienie... Trzeba się zastanowić dobrze i rozpatrzyć.
— Tyle razy byłam zdradzoną!
— Tem pewniéj zdradzić się nie dasz, a w dodatku ja jestem u twojego boku i sam ci pomogę takiego męża wybrać, że mi będziesz dziękować do końca życia... Ale, tu sęk... dom zamknięty, nikt nie bywa, nikt cię nie widzi, męża w ten sposób nie dostaniesz.
— Ale ja ci powtarzam, że za mąż iść nie chcę!
— Tak ci się zdaje! to fałszywe pojęcie, moja Adolfino... zresztą pójdziesz nie pójdziesz, co ci szkodzi, że się jeszcze koło ciebie pokręcą, potańcują i słodkie przypomnienie przeszłości przyniosą z sobą.
— A! przeszłości kapitanie! odezwała się Jordanowa.
W tem służąca wniosła butelki i dwie szklanki, które poufałym sposobem zanurzywszy w nie dwa palce utrzymywała, postawiła je na stoliku i wyszła pomrukując... kapitan na przybór nie zważał, nalał sobie piwo i pił, a wdowa także skromnie wsą-