Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/700

Ta strona została uwierzytelniona.
140

— No! tak! jakkolwiek to dziwnem ci się wydawać może, jakkolwiek było to głupstwo i słabość z mojéj strony, przyznaję się, kochałem ją.
— No! no! daléj! — rzekła wdowa.
— Kobieta naturalnie zdradziła mnie.
Adolfina uśmiechnęła się fałszywe pokazując ząbki.
— To mi życie zwichnęło, szalałem, ażeby o niéj zapomnieć i zatrzeć jéj wspomnienia nie mogłem.
— Cha! cha i chcesz żebym ci wierzyła! — przerwała kobieta.
— Wiara się nie nakazuje, słuchaj daléj, a po zemście może domyślisz się miłości, ta kobieta kochała przedemną innego, po mnie niewiem ilu, stała się panią wielką i zapiera się przeszłości. Ja chcę się pomścić! ja szukam do tego środków. Sierota o któréj ja wspomniałem, jest jéj i pierwszego kochanka, równie mi nienawistnego, dziecięciem... ale imie zmieniono, ale zatarto ślady, matka się go zapiera. Chcę ojcu dokuczyć odbierając mu córkę, chcę matkę do opamiętania, do