Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/719

Ta strona została uwierzytelniona.
159

tęgę umysłową, rozum zdrowy, no, i kieszeń nabitą. Dumy jawnéj nie miał pan Bartłomiéj, z ludźmi szczególniéj biedniejszemi od siebie był bardzo uprzejmy, z wyższemi dobroduszny i prosty; ale gdy kto z nim przywykłym do panowania wziął się za barki, umiał mu pokazać co znaczył i ile mógł. Probowano z razu go pożyć i upokorzyć, ale gdy się to jednemu i drugiemu nieudało, wszyscy wreszcie ulegli.
Pomimo tych szczęśliwych okoliczności Szwarc od czasu gdy dzieci przestały się ukazywać w Zamurzu, stał się posępny, zamyślony i smutny; żona jego większą część dnia spędzała w alkierzyku na nabożeństwach różnych i nowennach, a często z niego wychodziła z trochę czerwonemi oczyma. Czasem późno w nocy ciekawa synowicą pana Bartłomieja Basia, która niemiała zwyczaju podsłuchiwać podedrzwiami, ale jakoś słuch miała tak ostry że zawsze wiedziała co się dzieje w przyległym pokoju — dziwiła się bardzo żywéj i jakby płaczem, gderaniem, to znów łagodzącemi wyrazy przerywanéj rozmowie.