Strona:PL JI Kraszewski Kopciuszek.djvu/87

Ta strona została uwierzytelniona.
79

Teraz, rzekł, do zobaczenia kochana Julko, i pozwól sobie powiedzioć, że ze wszystkiemi, nawet ze starym wyszarzanym kochankiem potrzeba być grzeczną, to nigdy nie szkodzi. Nie żegnam pani ostatecznie, bo wiem, że choć na pozór obojętna i chłodna, w przepaściach twego niewieściego serca zachowujesz mi uczucie czulsze. Będę się starał je ożywić i módz ci miłą uczynić niespodziankę, prezentując się gdzieś między ludźmi, w salonie, w twoim domu, lub... Nie będę zbytecznie kompromitującym... westchnę i rękę na sercu położę zdaleka... och!
Zrobił ruch przesadnie tragiczny i sam się z niego rozśmiał.
— A! zagadałem się! rzekł, zagadałem jak za tych dobrych naszych czasów, gdyśmy we dwoje z Julusią siedzieli, pamiętasz do późna, na téj niebieskiéj kanapce.
Jenerałowéj oschły łzy zupełnie, ale twarz gorzała rozpaczliwym gniewem, ścinała wargi i milczała.
— Dobranoc! dobranoc!
Popatrzał jeszcze, ruszył ramionami i wy-