Strona:PL JI Kraszewski Zagadki.djvu/257

Ta strona została skorygowana.

kła z oczu... bardzo przyjemnie z nią być w zgodzie, ale pokłócić się i ściągnąć gniew...
Ruszył ramionami.
— Trzydzieści tysięcy rubli — na moje ręce... śliczna rzecz... ale niepodobieństwo... Sprawy są nadto ważne, a on widać zbyt potrzebny... Zresztą oni wszyscy potracili głowy... politykują, gdy należałoby strzelać...
W téj chwili zbliżył się jakiś młody człowiek, zginając w pół przed największą camarilli potęgą... jenerał powrócił do rzeczywistości. Rzucił tylko oczyma szukając po sali Maryi Pawłownéj, zdawało mu się, że ją widział chwilę przy młodym mężczyźnie w huzarskim mundurze, potém mu znikła.
Pod oknami pałacowemi powóz się potoczył, a w salach rozpoczęto nowego kotyliona...


Jenerałowa po gwałtowném wzruszeniu, jakiego doznała na balu i w dwukrotnéj przejażdżce, teraz czuła się, opuszczając pałac, znużoną i na siłach opadłą... płakała jak kobieta, bezsilną się widząc w obec wypadków, nad któremi przywykła była dawniéj panować. Nie nakazała tym razem pospiechu woźnicy, który sam już zrozumiał jego potrzebę... Powóz prędko przeniósł się na Wasiljewski Ostrów znowu i stanął przed domem Stanisława...