Strona:PL JI Kraszewski Zagadki.djvu/926

Ta strona została skorygowana.

jąc w dalszą podróż Stanisław, który nazajutrz miał wyruszyć, a muszę ci jeszcze raz uczynić tę uwagę, że ty nam Michalinę bałamucisz.
— Hę? ja? spytał kniaź — powiedz chyba, że ona mnie zabałamuciła... Co do mnie, nie pochlebiam sobie, ażebym kogokolwiek w życiu mojém potrafił zbałamucić, jak ty powiadasz... Daję ci słowo honoru... że ciągle otwarcie prawiąc oświadczenia gorące pannie Michalinie, nigdy potajemnie nie pisnąłem nic... coby na intrygę zakrawało... Zresztą, panna Michelina nie dziecko, a ja! ja! stary jak świat!
Westchnął.
— Wygląda to jednak bardzo — bardzo na staranie o pannę, z którą się żenić nie możesz...
— Zapewne nie mogę, bo onaby za mnie nie poszła... i — słuchajno, Stanisławie — otwarcie! Wiem, że matka cię z nią chce ożenić! Czy ty masz także ten zamiar?
Jenerał ruszył ramionami...
— Jesteś mi przyjacielem, dla którego nie mam tajemnic — odparł jenerał. — Znasz moją przeszłość, miłość się u mnie wyczerpała i poplątała z cierpieniem tak, że jednego od drugiego odłączyćbym nie umiał. Uczucia mojego dla panny Michaliny sam dobrze nie rozumiem, kocham ją jak siostrę, wcale nie, jakbym przyszłą żonę powinien. Żyję dla matki dziś więcéj niż dla siebie, jeśli to do jéj szczęścia będzie potrze-