Strona:PL Juliusz Zeyer - Na pograniczu obcych światów.djvu/215

Ta strona została przepisana.
207
Na pograniczu obcych światów

nieukojona dręczyła mnie tęsknota, aby ujrzeć znowu owo dziwne zjawisko i aby wymódz na tajemniczym cieniu jakąś wieść o świecie nieznanym! Patrzałem chciwie w próżnię, oglądałem się badawczo dokoła siebie, ale nie dostrzegłem nic, słyszałem tylko miarowy oddech śpiącego staruszka. Ostrożnie wysunąłem się z łóżka, narzuciłem na siebie ubranie, zaciągnąłem kotarę przy łóżku, aby stary Grzegorz, zbudziwszy się przypadkiem, nie spostrzegł mojej nieobecności, potem wykradłem się cichym krokiem z pokoju i przeszedłszy niepostrzeżenie przez cicho śpiący dom, znalazłem się na górze, w ciemnej bibliotece ojcowskiej. Przez okno, dotąd niezamknięte, otwierał się czarujący widok na srebrzącą się w świetle miesięcznem okolicę. Z uniesieniem wyciągnąłem ramiona, jak kochanek do kochanki.
— Zaklinam cię — szeptałem w dal, w chłodny mrok nocny — zaklinam cię, duchu tajemniczy, w imię mocy, która światy tworzy i światy niszczy, zjaw mi się! W imię ducha duchów, duszy dusz, w imię tchnienia, któ-