Strona:PL Marivaux - Komedye.djvu/050

Ta strona została skorygowana.
SCENA XI. SYLWIA, ARLEKIN.


SYLWIA. Oto mój kochanek; jakżeż mi będzie ciężko powstrzymać się!
(Arlekin, spostrzegłszy ją, natychmiast podbiega w radosnych podskokach, gładzi ją kapeluszem do którego przywiązał chusteczkę; kręci się dokoła Sylwii; to całuje chusteczkę, to znów pieści Sylwię).
ARLEKIN. Jesteś więc, moje ty śliczności?
SYLWIA. Tak, mój kochanku.
ARLEKIN. Czy rada jesteś mnie widzieć?
SYLWIA. Dosyć.
ARLEKIN. Dosyć? to nie dosyć.
SYLWIA. Och, owszem: nie potrzeba więcej.
(Arlekin bierze ją za rękę. Sylwia zdaje się zakłopotana).
ARLEKIN. Ja nie chcę, żebyś tak mówiła.
SYLWIA, cofając rękę. O, proszę mnie nie całować w rękę.
ARLEKIN. I to jeszcze! Widzisz, jaka ty jesteś niepoczciwa (płacze).
SYLWIA, czule, biorąc go pod brodę. Kochaneczku mój, tylko nie płacz.
ARLEKIN, ciągle szlochając. Przyrzekłaś mi swoją przyjaźń.
SYLWIA. Masz ją przecież.
ARLEKIN. Nie; kiedy się kogoś lubi, nie zabrania mu się całować w rękę. (Podsuwa jej