Strona:PL Michał Bałucki-Ciężkie czasy.djvu/13

Ta strona została uwierzytelniona.


Karol. A ja ci mówiłem, że niepotrzebnie zaawanturowałeś się w tę znajomość.
Juliusz. To był rodzaj sportu, mój drogi. Widziałeś przecie, że o posiadanie Natalki dobijała się cała złota młodzież, synowie najpierwszych rodzin w Wiedniu. Zdystansowałem Niemców i zdmuchnąłem im dziewczynę z przed nosa. Zadałem tem nie mało szyku wtedy. Ale teraz inna rzecz. Odkąd wstąpiłem na drogę pracy i obowiązków, znać jej nie chcę i nie mogę. Nie wypada mi.
Karol. To bardzo ładnie z twojej strony. Ale cóż ja mam robić z listami tej facetki?
Juliusz. Rób tak jak ja. Rzucam listy do kosza, nie czytając ich wcale. (Wychodzi na prawo).
Karol. Tak, tylko czy ta panna da się tak łatwo skwitować ze swoich pretensyj. Taka awanturnica, gotowa się na wszystko odważyć — i może być bieda. (Spostrzega wchodzących). Oj — Kwaskiewiczowie; a niechże ja uciekam, bo jakby mnie baba złapała — i zaczęła opowiadać o swoim Leonidasie, nie prędko bym się wydostał. (Wychodzi do drugich drzwi na lewo).


Scena czwarta.
LECHICKI, KWASKIEWICZ, PETRONELA i LEONIDAS.

Lechicki (wprowadza gości i rozbiera panią Kwaskiewiczową). Więc państwo prosto ze Lwowa? No — to musieliście tam gdzie spotkać mego Julka, bo on co tylko wrócił stamtąd.
Petronela (ubrana przesadnie, modnie, jaskrawo — mówi z przekąsem). A! widzieliśmy, widzieliśmy pana Juliusza.
Leonidas (sepleni). Psyjechaliśmy tym samym pociągiem.
Petronela. Tylko, że pan Juliusz nie raczył nas widzieć, bo on jechał pierwszą klasą.
Lechicki. Pierwszą klasą? Patrzcie państwo — a to wygodniś.
Leonidas. Ja tam i tsecią bym się nie zenował, bo nie miejsce cłowieka, ale cłowiek miejsce zdobi.
Petronela (do Lechickiego). Słyszysz pan? On by się i trzecią nie żenował. (Całuje Leonidasa w czoło).
Kwaskiewicz (zażywa tabakę). Bo się do tego w szkołach przyzwyczaił, gdzie dostawał zawsze trzecią klasę.
Petronela (mitygując męża). Jasiu!
Leonidas (zapalając papierosa). Mój ojce, wyprasam sobie podobne psytycki.