Strona:PL Pedro Calderon de la Barca - Dramata (1887).djvu/159

Ta strona została przepisana.

Celio! Hej!... Gdzieś mi zginęła.
Wszystka się na mnie spiknęła
Niedola; wrogiem mi wszyscy.
Zostałam sam-na-sam z trwogą.
Wołam jéj — nie ma nikogo.
Co w tym ambarasie pocznę?
Feliks pewnie w bramie czyha.
Wypuścić tego? Widoczne
Szaleństwo; zadam mu licha.
Lecz pierwsza miłość od siebie.
Żałuję szczerze, Marcelko.
Mus musem. — Pst, kawalerze,
Którego w takiéj potrzebie
Zostawiła swywolnica,
Nie trwóż się obcego lica.

(Otwiera drzwi, wchodzi don Feliks zasłonięty).
Feliks.

Jakże, jakże strach powstrzymam,
Jak twéj twarzy bać się nie mam,
Lauro?

Laura.

O nieba, co widzę!

Feliks.

Ty zmiennica?

Laura.

Wielki Boże!

Feliks.

Tak czuła?

Laura.

On? Czy być może!

Feliks.

O tak, być może, bo jest!
Doprawdy, wyznać się wstydzę,
Że mi wynikło w zazdrości
Bolesne odczarowanie.
Lecz nie; zazdrość to kochanie,
A tu potrzeba mściwości.

Laura.

Feliksie, łzy mię uduszą.
Dobro me, życie me, panie!

Feliks.

Wstydzie mój, śmierci, katuszo!
Czego żądasz?