Strona:PL Pedro Calderon de la Barca - Dramata (1887).djvu/49

Ta strona została przepisana.

Zemsty: bo jakże chcesz zgoła,
By pod tak dwoistym wpływem
Żyła dusza w ciele żywem,
By żądając na cię kary
Razem chciała ją odwrócić?..,
Do téj podźwignę ofiary
Miłość mą, że ci przebaczy,
Byłeś nigdy nie chciał kłócić
Twym widokiem méj rozpaczy.
To okno, które wychodzi
W ogród, wyjście ci otworzy,
Niebezpieczeństwa odgrodzi.
Odejdź i uchodź co skorzéj;...
Gdyby cię znalazł mój ociec,
Krew-by musiała znów pociec. —
Idź, Euzebiuszu, i pragnij
Zapomnieć o mnie; zważ na to,
Żeś pracował nad mą stratą
Ty sam. Idź i szczęście nagnij
Ku sobie; niech ci da tyle,
By się twoje błogie chwile
Nie opłacały niedolą.
Ja życie krótką niewolą
Zamknę do śmierci w klasztorze,
Lub zaraz w grób się ułożę,
Bo gniew ojca śmierć mi znaczy,
Tam zleję łzami rozpaczy
Los mój taki nielitośny
I byt mój taki nieznośny,
Namiętność tak nieowładną
I gwiazdę szczęścia tak zdradną
Planetę tak na mnie mściwą
I miłość tak nieszczęśliwą
I w tak okrutnym kochanku,
Że mi odebrały życie
A nie zadały mi śmierci,
Bo przez to uczuć rozbicie
Żywa — konam bez ustanku. —

Euzebiusz.

Jeśli surowszą być może
Nad twe wyrazy twa ręka,
Tu u stóp twych głowę złożę,
Niech mię twa zemsta ponęka.