Strona:PL Pisma Henryka Sienkiewicza t.20.djvu/036

Ta strona została uwierzytelniona.

i usnąć, jak naprzykład śpi czasem w jasne południowe godziny las sosnowy — i wreszcie, że ten kraj niema duszy poważnej i zamyślonej.
Lecz to są pierwsze wrażenia. Mijamy Bisagno i szereg przylądków, tworzących po prawej stronie drogi jakby wspiętą falę kamienną, która zasłania dalszy widok — i oto Sturla. Znów koła powozowe turkocą po kamiennych płytach i wysokie domy zwierają się w wązką uliczkę. Ale trwa to krótko. Sturla urywa się nagle i otwiera się widok na morze.
Droga idzie szczytem wyniosłego wiszaru, u którego stóp pieni się fala. Zdaje ci się teraz, że oddychasz swobodniej i szerzej, i że ktoś przebił olbrzymie okno w krajobrazie na przestrzeń, na powietrze, na spokój i jasność toni błękitnej, równej, nieskończonej. Przeładowany mnogością przedmiotów i skrępowany ciasnotą widnokręgu, wzrok był jakby ptak, zamknięty w klatce — teraz może lecieć, jak mewa, między wodą a niebem, póki mu siły stanie.
A przytem morze ma i powagę, i zamyślenie — dziwne, zarazem słoneczne i błękitne. Przed chwilą jeszcze zdawało się nam, że kraj ten nie zdoła nigdy