Strona:PL Puszkin Aleksander - Czarny orzeł.djvu/070

Ta strona została uwierzytelniona.
ROZDZIAŁ XI.


Teraz poprosimy czytelnika o pozwolenie wyjaśnienia ostatnich wydarzeń w naszej powieści, przez poprzedzającego wypadki, których nie zdążyliśmy jeszcze opowiedzieć.
Na stacji X, w domu nadzorcy, o którym już wspomnieliśmy, siedział w kącie przejezdny, o wyglądzie spokojnym i cierpliwym, zdradzającym włóczęgę lub cudzoziemca, t. j. człowieka nie mającego głosu na pocztowym trakcie. Bryczka jego stała na dziedzińcu, oczekując na wysmarowanie. Leżał w niej mały kuferek, wyraźne świadectwo niezbyt dostatniego majątku. Przejezdny nie żądał ani herbaty, ani kawy, poglądał w okno i pogwizdywał ku wielkiemu niezadowoleniu siedzącej za parawanem żony nadzorcy, woleniu, siedzącej za parawanem żony nadzorcy.
— Ot nasłał Bóg świstuna, mówiła półgłosem jak to pogwizduje! żebyś pękł, przeklęty bisurmanie.
— To cóż? rzekł nadzorca, cóż złego? niech sobie gwiżdże.
— Co złego? odrzekła gniewna małżonka, a czy nie znasz przysłowia.
— Jakiego przysłowia? Że gwizdanie wypędza pieniążki? I, Pachomowna! — u nas gwiżdż lub nie