Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Nienasycenie II.djvu/134

Ta strona została skorygowana.

mówił nic, a mówił. Potem mu cytowano jego słowa: „...jest w niej „rozpacz szczęścia“ tak straszna, że chyba ten, który ją kocha żyć nie może ani chwili...“ (Ach, prawda: Liljan występowała pod pseudonimem Mańki Bydlanej). „...Spalić się w jednej sekundzie z całą przyszłością, odrazu, teraz — pęknąć w prawie–nieskończoności tej chwili, wyrzekając się w zamian za to całego dalszego życia. Ale śmierć za nic. Temby się uczyniło ją jeszcze straszniejszą...““ (ją — tę Zwierżontkowską).
— Nie powiedziałem ani słowa. Głupie gadanie. Nie cierpię teatru. Świństwo jest to wszystko — Słowa te padały jak granaty w bagno — nie wybuchały, tylko pluskały bezsilnie świńsko. Persy uśmiechnęła się daleko, na ukos, gdzieś, gdzieś do innych światów, które miała, ha — w międzynożu. Był w tem tak zwany „upór–międzynóż“, w analogji do narciarskiej terminologji Marjusza Zaruskiego. Weszła matka z Michalskim. Mieli lożę oddzielnie. Zypcio ze Sturfanem siedzieli przecie na parterze. — Czy mogę pani złożyć wizytę. — (Słowa te brzmiały tak śmiesznie nieprzyzwoicie, jakby mówił n. p. „chciałbym pani oficjalnie wpakować to w tamto“). — Chciałbym pomówić o Liljan —
— A nadewszystko o sobie, prawda? I o mnie, zbyt wiele o mnie. — (wciągała go z uśmiechem na dno nędzy). — Może się pan nie trudzić. Inni zrobili to za pana. Nudzi mnie to. Ale niech pan uważa: ja jestem złe ziele: mnie się nie zapomina. — (Gdyby wiedział na jakiej podstawie opiera się jej pewność siebie i jak nikłe są jej doświadczenia, pękłby Genezyp tu w tej klitce, roznosząc cały teatr w drobniutkie kawałki. Posiniał tylko ze złości płciowej, purpurowej, glansowanej, głancewitej, glanspenisowej, wspaniałej. A potem na ponuro bardzo, już jakby rozkosz w nim „szła“ bez żadnego onanizmu, poddał się fijołkowej mgle tych dziewczęco–belzebubicznych oczu. Był „gotów“.). — Chociaż jestem bardzo