Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Nienasycenie II.djvu/242

Ta strona została skorygowana.

Na końcu wczorajszego numeru „Brytana“ znalazł wzmiankę następującą: „Krwawe porachunki. W mieszkaniu znanej artystki teatru Kwintofrona Wieczorowicza pani P. Z., nieznany sprawca zamordował uderzeniem tapicerskiego młotka w głowę, sublokatora tejże pułk. Michała Węborka, byłego pilota i byłego szefa gabinetu gen. kw. Kocmołuchowicza. Przebywał on w K. incognito, jako urzędnik dla specjalnych poruczeń ministra wojny. Badania daktyloskopiczne nie dały żadnego rezultatu — przezorny sprawca odziany był w rękawiczki. — („Cha, cha, — przezorny sprawca! Zapomniał poprostu zdjąć — poprostu nie wiedział kim był, a oni... ten wstrętny dziennikarski styl! Pierwszy raz miał „wycinek“ o sobie. Kto to mówił — ach, to Tengier: „człowiek bez wycinków jest niczem. Pokaż mi twe wycinki, a powiem ci kim jesteś“. Oto mam — pierwszy i chyba ostatni. Śmiał się i czytał dalej.) — Zmarły tragicznie ś. p. Węborek miał niestety wiele znajomości, rekrutujących się z najgorszych szumowin miejskich, a koncentrujących się dookoła lokalu „Euforion“, znanego jako miejsce rendez–vous miejscowych, a nawet zamiejscowych homoseksualistów. W mieszkaniu nie było nikogo prócz ofiary, gdyż tego wieczoru właśnie p. Z. wyjechała wraz ze swą gospodynią nocnym ekspresem do stolicy.“ — „Ach — więc to było uplanowane! A ścierwo!“ Upokorzenie jego i wstręt do siebie doszły do niemożliwych do wytrzymania granic. Musiał wyznać wszystko — inaczejby go to zadusiło jak kłąb glist, pełznących z żołądka. Wyrwał Elizie prawą rękę ze wstrętem i zmiął gazety w jedną bułę.
— Mówiłam, że nie można...
— To ja — to ja to zrobiłem... — Wyszarpał znowu z tej buły numer „Brytana“ i wskazał jej fatalne miejsce: swój jedyny wycinek. Znowu wszystko: i bitwę, i dowód odwagi i odwagę samą i honor zabrało mu w mgnieniu oka