Strona:PL Stefan Żeromski - Duma o hetmanie.djvu/096

Ta strona została uwierzytelniona.

łachmanów, podarty pas, rude od zaschłej krwi, kurzem przysute szczątki zbroi, rzemień, co w spuchłe nogi wrósł, — miecz u boku potrzaskany, — odarte pierze kołpaka.
Od okrucieństwa zamigotały króla Stefana srogie oczy.
Martwa twarz krwi się powlekła rdzą.
Niełaska okuła usta.
Milczy.
Z pod nawisłych głucho powiek w ukos na ziemię spogląda.

Wybuchnął — HETMAN — w słowie:

Wodzu niezłomny!
Do ciebiem gnał, do ciebie nocą, co koń skoczy.
Daj twardy rozkaz.
Spracowana moja głowa ostatnio zgubiła myśl.
Siła zetlała w ręku.
Któż przybrać zdoła munsztuka plemieniu temu?
Kto strzyma na wędzidle tę wykiełznaną samowolę?
Wysiepał wszelkie wodze z rąk ten szalony panów lud.
Na kieł wędzidło wziął i w przepaść poniósł bezdenną.
Sądź mnie, wodzu!
Karz mnie!
Jam winien.
Jam takisam, jak wszyscy oni.
Karz mnie, na co jeno twe serce stać!
Milczy król.