Strona:PL Stefan Żeromski - Popioły 03.djvu/221

Ta strona została uwierzytelniona.



W WARSZAWIE.

Po nocy, spędzonej w pustej szopie na żydowskiem przedmieściu Warszawy, a w pobliżu szubienicy miejskiej, Rafał ocknął się nadedniem. Szopa stała zdala od drogi, usłyszał jednak szczęk i turkot idących armat, taborów, piechoty. Wylazł ze swego legowiska i dopytał się u idących piechurów, że to nasi odstępują na całej linii. Ogarnęło go tępe zdumienie. Kiedy na początku tej nocy odchodził z Raszyna, cała armia kipiała od dumy z odniesionego zwycięstwa. Teraz ze wszystką swoją siłą uchodziła z placu! Jakże straszliwie dudniły armaty na tej nocnej drodze odwrotu! Jakże ciężki, znużony i grobowy był krok ustępującego żołnierza!
— Sasi uszli! — tłómaczono Rafałowi z szeregów.
— Niemiec Niemcu brat!
— Podłe psy saskie! ze środka bitwy w tył poszły...
— Tysiąc dwieście głów, stu pięćdziesięciu huzarów, dwanaście armat, wszystkie swoje trzy bataliony zebrali w kupę i uszli...