Strona:PL Stefan Żeromski - Syzyfowe prace.djvu/080

Ta strona została uwierzytelniona.

czowej, gdyż należało przystąpić do kwestji zapłaty, uskutecznić ją stanowczo, dyplomatycznie i z całem mistrzostwem grzeczności.
— Będę, — rzekła, — nieskończenie panu profesorowi wdzięczną za tę istotną łaskę... Czy mogłabym odrazu teraz uiścić się z należności za te lekcje? Zapewne wypadnie mi w tych dniach odjechać i dlatego trudzę pana...
— O to... tego... Biorę zwykle po trzy ruble za godzinę. Mam tutaj kilkunastu chłopców, których również przygotowuję. Od nich biorę w tym stosunku...
— Mam nadzieję, że wystarczy jeszcze czasu na jakie ośm lekcyj. Władza tak zwleka... — rzekła pani Borowiczowa z rodzajem łaskawej i uprzejmej wymówki. — Dla nas, zaśniedziałych po wsiach, jest to właściwie dobrodziejstwo, gdyż możemy przy sposobności używać miasta, ale zato nasze role i gumna... Oto jest dwadzieścia pięć rubelków...
— Ach... to ja pani rubla reszty... — zawołał z pośpiechem nauczyciel, rzucając się do wykwintnego biurka.
— Och... tyle subjekcji...
— A, nie, nie! — wołał nauczyciel — Jestem tej zasady, rozumie pani: kochajmy się, jak bracia, a liczmy się, jak żydzi...
Pomimo, że pani Borowiczowa wcale nie nadawała się na brata pana Majewskiego, nie wzięła mu jednak za złe tej maksymy. Przyjąwszy rubla, wśród ukłonów zobopólnych, oraz tysiącznych komplementów profesora, wyszła, odprowadzona przezeń aż do drzwi