Strona:PL Sue - Awanturnik.djvu/84

Ta strona została przepisana.

po policzkach. Potem podał dłoń „Sinobrodej“ i rzekł przerywanym ze wzruszenia głosem:
— Żegnaj mi, księżno... żegnaj... na zawsze... Nie prawdaż, że pani nie będzie zwracała uwagi na to, że jestem tylko mizernym chudego rodu szlachciurą, i przypomni sobie mnie czasem...
— Ach, do śmierci będę wspominała pana, jako najlepszego z ludzi, z którymi mnie los zetknął... jako najlepszego mego przyjaciela... — wśród serdecznego, płaczu rzekła Angelika — poczem, wydobywając ze szkatułki mały kosztowny medaljon, dodała:
— Tę drobną pamiątkę zamierzałam dać panu dziś wieczorem, po rozmowie... po tej rozmowie, którą nam przerwał pułkownik Ruttler... Przyjmij pan ten skromny upominek...
— Dziękuję, pani! — zawołał gaskończyk, przyklękając przed nią na jedno kolano i przyciskając medaljon do ust. — Ten medaljon, z wyrytem imieniem pani, będzie dla mnie dostateczną nagrodą za wszystko com uczynił dla pani i dla księcia!
— Psst!... — szepnęła Angelika — już idzie...
Istotnie, do pokoju wszedł p de Chemerant, mówiąc:
— Wasza wysokość, wszystko gotowe!
— Dobrze, panie de Chemerant — odrzekł gaskończyk z poważną miną. — A teraz — dodał — bądź pan łaskaw podać ramie tej... pani.
— Wasza wysokość... o jedno tylko jeszcze chciałabym prosić... czy pozwolisz mi, panie, zamienić kilka słów na osobności z ojcem Griffon?
— Ach, wasza wysokość!... — wtrącił de Chemerant — właśnie ksiądz proboszcz kazał zapytać, czy może pomówić z małżonką waszej wysokości.
Wśród rozgardjaszu, gaskończyk zapomniał o plebanie.
— Niech wejdzie — rzekł.
Bo chwili zjawił się w pokoju o. Griffon z poważną i posępną miną.