Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1771

Ta strona została skorygowana.
XXI.

Gdy Onezym, w towarzystwie Segoffina i Zuzanny wszedł do salonu, w którym oczekiwała go Sabina, znalazł ją bardzo smutną, bladą, poważną i prawie uroczystą; jej słabość zmuszała ją do pozostania na kanapie, gdzie nawpół leżąc spoczywała.
— Panie Onezymie — rzekła do młodzieńca — chciej pan usiąść, i ty, moja dobra Zuzanno, i ty także, Segoffinie.
Aktorzy tej sceny usiedli w milczeniu i pogrążeni w głębokim smutku.
— Zanim rozpoczniemy tę rozmowę — mówiła dalej Sabina z gorzkim uśmiechem — powinnam was przedewszystkiem uprzedzić, że bardzo się odmieniłam. Owe trwogi mimowolne, częstokroć dziecinne, które mnie poprzednio napadały, ustały teraz, nie doznaję ich wcale. Okropna rzeczywistość uleczyła mnie zupełnie. Przy niej, wszystkie przerażające mary, które od dzieciństwa niepokoiły mą wyobraźnię, rozproszyły się. Oznajmiam wam to, moi przyjaciele dlatego, ażebyście mnie wcale nie oszczędzali, ażebyście mi wyznali, albo raczej, potwierdzili całą prawdę, chociażby ona była najokropniejszą. Teraz mam siły i odwagę usłyszeć wszystko. Jeszcze tylko jedno słowo, zaklinam cię, Zuzanno, i ciebie także Segoffinie, w imię waszego tylokrotnie doświadczonego przywiązania do mnie i do mojej rodziny, abyście otwarcie odpowiadali, na moje pytania; przyrzekacie mi to?