Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/916

Ta strona została skorygowana.

rencję — powtórzyła pisząc pani de Luceval, poczem dodała uśmiechając się w połowie: Jednak okrutnie to z twojej strony dyktować mi podobne programy, które budzą we mnie próżne chęci i żale; lecz... nadejdzie wkrótce chwila wyrzutów i tłumaczeń, a wtedy pomszczę się należycie. Czy już koniec, kochana Walentyno?
— Napisz teraz mój adres na bilecie, zapieczętuj go i każ natychmiast odnieść do mego domu.
Pani de Luceval już miała zadzwonić; lecz wstrzymała ją jedna uwaga, i rzekła do swej przyjaciółki z wahaniem:
— Walentyno, zaklinam cię, nie uważaj tego, co ci mam powiedzieć za niedelikatność z mej strony.
— Co chcesz powiedzieć?
— Jeżeli się nie mylę, celem tego listu... jest... wpoić w kogoś przekonanie... że od jakiegoś czasu... przepędziłyśmy dni razem.
— Tak jest, tak, nieinaczej, więc cóż dalej?
— Otóż, muszę uprzedzić cię, że pan de Luceval obdarzony jest tak zadziwiającą ruchliwością, iż jakkolwiek ciągle prawie jest poza domem, znajduje przecież sposobność być prawie ciągle przy mnie i przychodzić do mnie najmniej dziesięć razy dziennie; tak dalece, że gdyby przypadkiem przyszło odwołać się do jego świadectwa, powiedziałby niezawodnie, że cię nigdy u mnie nie widział.
— Przewidziałam to niebezpieczeństwo; lecz z dwóch niebezpieczeństw trzeba wybierać mniejsze. Proszę cię, odeślij ten list natychmiast, przez którego z twoich służących, albo raczej... nie... mógłby się wygadać. Odeślij go na pocztę. I tak przyjdzie na czas.
Pani de Luceval zadzwoniła. Natychmiast wszedł do pokoju jej kamerdyner. Już miała oddać list do ręki; lecz odmieniła zamiar i rzekła do niego:
— Czy Baptysta jest w domu?