Strona:PL Zola - Rzym.djvu/963

Ta strona została uwierzytelniona.

łowo z Narcyzem Habert, o zwyczajach zachowywanych w watykańskim pałacu. Każda z tych sal miała swoje przeznaczenie i pozostawała pod nadzorem wyłącznego personelu, tak iż osoby mające mieć audyencyę u papieża, przechodziły z rąk do rąk. Najpierw spotykała je służba i prowadziła do sali strzeżonej przez gwardyę szlachecką, ztąd dostawały się w ręce szambelanów honorowych a następnie szambelanów przybocznych, którzy mieli już styczność z salą wyznaczoną przez Ojca świętego do udzielania audyencyj. Lecz o godzinie ósmej wieczorem, sale pustoszały, wszyscy się rozchodzili i tylko zrzadka palące się przyćmione lampy na konsolach, rozlewały mroczne światło w opuszczonych komnatach, ponurych i głuchych, jak grobowce.
Tak więc, podczas dnia, w pierwszej sali oczekiwała przybywających służba, tak zwani bussolanti, w czerwonej, aksamitnej liberyi, ze złotemi herbami papieża. Żandarmi papiescy, pełnili służbę w sali następnej. Mundur ich był niebieski, na nim odbijały białe lederwerki. Tu, sekretarze kardynałów i innych wysokich dygnitarzy, oczekiwali powrotu swych panów, biorących udział w przyjęciu, w sali tronowej. Trzecia sala, nieco mniejsza, była wyznaczona dla gwardyi palatyńskiej, milicyi rekrutowanej pomiędzy stanem mieszczańskim w Rzymie, a noszącej mundur czarny ze złotemi naramiennikami i kask o czerwonym pióropuszu.