Strona:PL Zygmunt Krasiński - Pisma T3.djvu/186

Ta strona została przepisana.

Bo sam tę wieczną czuję w sercu trwogę,
Że nic ci oddać ach! za to nie mogę,
Chyba to jedno, że z wiarą wciąż wołam:
Strzeż mię i kochaj! — nic więcej nie zdołam.
15 października 1847 r.




PRZESTROGA.

Jak kawał lodu skrzepło serce moje,
W oczach mi wyschły dawnych płaczów zdroje,
Żadnych już ułud nie zapragniam nowych,
Spokój mój wielki, jak głazów grobowych.
Wszystko marnością — i tem słowem koję
Duszę, gdy jeszcze wpada w niepokoje.
Co miłość — nie wiem, z przyjaźni się śmieję,
Wiarem straciła, straciłam nadzieję,
I tak przed ludzi jak Boga obliczem
Nic mi jest wszystkiem — i wszystko mi niczem!
Choć ziemia jęknie, niebo się zachmurzy,
Choć świat się wzruszy, jak morze wśród burzy,
Wszystek rozpienion klęsk i wścieklizn zlewem,
A z góry przykryt czarnym, Bożym gniewem —
Zimną zostanę — ni będzie powodu,
Coby odmłodnił mą istotę z lodu;
Zimną zostanę, jak owi umarli,
Co z siebie całkiem człowieczeństwo zdarli,
I bez współczucia patrzą z wichrów gdzieści,
Z mgły, z za chmur, z czyśca, na ludzkie boleści,
Sami męczarnią bez życia tak zdjęci,
Że tylko życia ten brak im w pamięci!
Ja taka sama umarła, jak oni:
Nic już ziemskiego w mego serca toni,
I tak przed ludzi jak Boga obliczem
Nic mi jest wszystkiem — i wszystko mi niczem!
Choćby krzyknęła nagle w okół tłuszcza:
„Oto na chmurach sam Chrystus się spuszcza,
Oto już trąbią na sąd aniołowie!“ —