Strona:Tajemnica zamku Rodriganda. Nr 08.djvu/11

Ta strona została skorygowana.
—   217   —

ślił się już pan, czy nie? Jestem w tej chwili zastępcą prawnym nieboszczyka don Emanuela i upoważniony do występowania w imieniu jego spadkobierców.
— Tak jest, wielmożny sennorze — odpowiedział wójt pokornie.
— Czy ma pan jeszcze zamiar aresztowania tego niewinnego cygana?
Alkald poskrobał się w głowę, zastanawiając się, jak wybrnąć z przykrej sytuacji, ale notariusz nie czekał już na jego odpowiedź.
— Możesz iść — powiedział do Garba — niech mi cię kto spróbuje zatrzymać, będzie miał ze mną do czynienia.
— Dziękuję, wielmożny sennorze — zawołał cygan, zginając się w głębokim ukłonie.
Odszedł skwapliwie rad, że się na tym skończyło, a notariusz zwrócił się do służby:
— Zejdziecie na dół, położycie biednego naszego pana hrabiego na nosze i zaniesiecie do zamku. A niech mi tam który co powie, zaraz wyleci ze służby!
Lokaje skoczyli do trupa. Wiedzieli, że z mściwym Kortejo nie ma żartów, więc woleli nie narażać mu się. Alkald nie protestował.


Rozdział 15.
KWIT

Po powrocie do zamku notariusz chodził zły, i ponury, jak gradowa chmura. Niespodziane ode-