Strona:W. M. Thackeray - Targowisko próżności T1.djvu/111

Ta strona została uwierzytelniona.
107

na biednego John’a Scrogins i tak go zbili, że ledwo żywy wrócił.
— Jakto! mojego leśniczego? krzyczał ze złością sir Pitt.
— Za to że go złapali na grancie należącym do plebanji — dodał Hodson.
Sir Pitt trzęsąc się z gniewu przysięgał że jeżeli wpadną mu w ręce w jego lesie to sam szatan nie zasłoni ich od jego zemsty. Nakoniec tak się odezwał:
— Sprzedałem, jak wiesz, prezentę na probostwo i ręczę ci Hodson, że żaden z członków tej rodziny nigdy się tam nie utrzyma?
Pan Hodson znajdował że sir Pitt jest w swojem prawie, a ja widzę ztąd że bracia są z sobą jak pies z kotem, co zresztą nieraz i między siostrami bywa. Pamiętasz w Chiswick-Mall dwie siostry Scratchley? Zawsze toczyły z sobą zawziętą walkę, w której Marja Box wymierzała Luizie dotkliwe razy.
Zbliżając się do domu spostrzegliśmy dwóch chłopczyków zbierających suche gałęzie w parku. Powóz zatrzymał się a pan Hodson rzucił się na dzieci z rozkazu pana Crawley.
— Ściągnij ich dobrze po plecach — wołał tenże — a nie wypuszczaj tylko tych małych łotrów! Ja im pokażę, jeżeli nie wiedzą, gdzie jest więziennie, jakem sir Pitt Crawley.
Jednocześnie słychać było uderzenia, spadające na grzbiet biednych dzieci, zalewających się łzami. Sir Pitt widząc że złoczyńcy są w dobrym ręku, kazał woźnicy dojechać do domu.