Strona:W. M. Thackeray - Targowisko próżności T1.djvu/220

Ta strona została uwierzytelniona.
216

kapelusz z czerwonem piórkiem. Wiemy zaś zkądinąd że hojność Rebeki nie była nigdy bezinteresowną.
Trzeciego dnia po tym pamiętnym wypadku kiedy sir Pitt składał hołdy u stóp małej Sharp, słońce zeszło jak zwykle i Betty Martin o zwykłej godzinie z dzbankiem wody w ręku zastukała do drzwi Rebeki.
Żadnej odpowiedzi. Betty stuka powtórnie, nikt nie odpowiada, cisza zupełna. Betty Martin wchodzi do pokoju i... o! zdziwienie! nie ma nikogo! Łóżko świeże i nietknięte, tak jak było wczoraj usłane. W kącie pokoju dwie walizy obwiązane sznurkiem, a na stoliku list przypięty do poduszeczki na spilki, pokrytej różowym atłasem.
Betty zbliżyła się ostrożnie na palcach do stolika, jak gdyby się obawiała żeby list nie odleciał, obejrzała się do koła, uchwyciła list końcami palców, zaśmiała się i zaniosła go do pokoju miss Briggs.
Jakim sposobem Betty poznała że list był adresowany do miss Briggs? trudno na to odpowiedzieć. Chodziła ona będąc na wsi do szkółki niedzielnej, zostają cej pod zarządem pani Bute Crawley pastorowej, ale sztuka czytania była jej tak obcą jak astronomja albo chemja organiczna i nieorganiczna.
— Oho! miss Briggs — wołała Betty — Oho! to coś zabawnego się stało! Nie ma nikoguteńko w pokoju panny Rebeki; łóżko nie tknięte tylko ten list do pani na stole zostawiony.
— Cóż to znaczy? zawołała miss Briggs, upuszczając z przerażenia grzebień na ziemię i odrzucając na plecy mały warkocz zmiętych włosów. Cóż to jest? Porwanie! Miss Sharp uciekła! Cóż tu się dzieje!