Strona:W. M. Thackeray - Targowisko próżności T1.djvu/266

Ta strona została uwierzytelniona.
262

Jerzy — że wdzięczny jestem tym, którzy kochają Amelję Sed...
Młody Osborne spostrzegł przed sobą bladą postać ojca i wyraz zaczęty zamarł mu na ustach. Wzrok starego zdradzał silne wzruszenie; potrafił jednak pow strzymać się od wybuchu i rozkazawszy synowi podać rękę bogatej mulatce, sam poprowadził do stołu pułkownikowę Haggistoun.
— Miss Szwartz — mówił Jerzy prowadząc pod rękę właścicielkę obszernych posiadłości z Saint Kitto. Od wielu lat kocham Amelję i jesteśmy z sobą od dzieciństwa zaręczeni.
W czasie objadu nerwy pana Osborne były coraz więcej drażnione gadatliwością Jerzego. Chmury się gromadziły, burza była nieunikniona. O ile ojciec był pod wpływem silnego gniewu, o tyle syn zimną krew zachować potrafił i jadł z wielkim apetytem, co więcej jeszcze gniewało pana Osborna.
Kiedy wstano od stołu i kobiety przeszły do salonn stary nie mógł się już powstrzymać i trzęsąc się z gniewu rzekł do syna:
— Ośmieliłeś się wymówić nazwisko tej osoby w moim domu i w obecności miss Szwartz. Cóż to ma znaczyć? Zkądże ta zuchwałość?
— Zrobiłbym ojcu uwagę — odpowiedział Jerzy — że wyraz zuchwałość nie dobrze brzmi w uszach kapitana wojsk angielskich.
— Być może; ale wyrazy przez ojca wymówione zawsze powinny dobrze brzmieć w uszach syna, który, jeżeli zechcę, może nie mieć szeląga w kieszeni i zejść