Strona:W. M. Thackeray - Targowisko próżności T2.djvu/198

Ta strona została uwierzytelniona.
194

honorową nazwą Waterloo-Sedley. Bankierzy jego za płacili weksle za nabycie owej niefortunnej pary koni, o których losie jak i zapłacie nigdy nie wspominał — milczał także o byłym swoim służącym, Izydorze, którego widziano sprzedającego szpakowanego konia, który był bardzo podobnym do owego, na którym Waterloo Sedley jeździł czasem jesienią 1815 r. w Valenciennes.
Bankierom swoim zlecił nadto wypłacać rokrocznie rodzicom pensję stu dwudziestu funtów szterlingów. Spekulacje pana Sedley, któremi się po swojem bankructwie zajmował, nie mogły w żaden sposób odbudować rozbitego majątku starego ajenta giełdowego — pensja ta więc była dla nich jedynym sposobem utrzymania. Stary mimo to ciągle zajmował się przemysłem, handlował winem, brał w komis loterję i przy każdem nowem zajęciu, jakiego próbował, zaraz rozsyłał mnóstwo prospektów po znajomych, nową blachę miedzianą kazał przybijać na drzwiach i przesadnie opowiadał o swoich widokach odzyskania dawnej zamożności i świetności. Los jednak nigdy prawie nie wraca do tych, których raz obalił i zdruzgotał. Wszyscy przyjaciele powoli go opuścili, w obawie żeby ich nie częstował biletami loteryjnemi, węglami ogniotrwałemi i tym podobnemi facecjami, które ich nieraz drogo kosztowały. Jedna tylko żona widząc go codzień chodzącego na giełdę, łudziła się jeszcze handlowemi jego operacjami.
Wieczorem przywlokłszy się do skromnego swego domku, wychodził następnie stary do małej piwiarni w pobliżu, gdzie przed uważnymi słuchaczami rozprawiał o finansach Anglji tak stanowczo, jakby do niego