Strona:W. M. Thackeray - Targowisko próżności T3.djvu/187

Ta strona została uwierzytelniona.
183

zapominającym stosunki. Dziesięć lat minęło od ostatniej jego tu bytności, od owych śniadań, które tu z Jerzym Osbornem wyprawiali; obadwa byli jeszcze młodzi i weseli. Dziś major patrzył już na starego kawalera, włosy jego jakby po pierwszych przymrozkach już trochę pobielały.
Major zastał stojącego we drzwiach dawnego numerowego, tylko o dziesięć lat starszego, w tem samem co i kiedyś dobrze zasmolonem ubraniu, z tą samą jak dawniej ilością pieczątek przy zegarku. Trzymając ręce jak zwykle w kieszeni, machinalnie przebierał palcami pieniądze, i przyjął majora jakby po tygodniowej niebytności w domu.
— Rzeczy pana majora zanieść do numeru 23 — powiedział John, nie okazując na widok gościa najmniejszego zadziwienia — to pokój który pan major zawsze zajmuje. Co pan major jeść będzie? Możeby kurczęta pieczone? Pan major już pewno żonaty?... U nas tu już dawno o tem mówili że pan major się ożenił... Od kogo to ja słyszałem... ha — felczer pułkowy... nie, to kapitan Humby z 33-go pułku, co stał z pańskim pułkiem w Unjee. mówił to... Czy pan major każe grogu?... Czy dyliżans nie przywiózłby tak samo pana majora, żeby aż brać konie pocztowe?...
Tak rozprawiając wierny John na którym dziesiątek lat nie zrobił więcej jak dzień jeden śladu, John, który nie zapominał żadnego z wojskowych bywających w domu i wiedział co się komu należy, zaprowadził gościa do zajmowanego dawniej przez niego pokoju. Major znalazł tu swoje szerokie łóżko z firankami wypłowiałemi, dy-