Strona:W. M. Thackeray - Targowisko próżności T3.djvu/205

Ta strona została uwierzytelniona.
201

samego i dla murzyna i odebrania jego rzeczy, pakunków z konserwami i książkami, któreby można do tejże samej kategorji zaliczyć, bo nigdy ich nie czytał — z szalami, które jeszcze dla nikogo przeznaczone nie były — i nakoniec z wszystkiemi jego indyjskiemi bogactwami, które z sobą do Europy przywoził.
Trzeciego dnia Józef był już gotów i wyruszył do Londynu. Murzyn w lekkiem południowem ubraniu siedział na koźle obok służącego Europejczyka i dzwonił zębami z zimna. Józef palił ciągle cygara i puszczał kłęby dymu przez okna powozu. Postawa jego była tak uroczysta i wspaniała, że paupry uliczne zbiegały się żeby zobaczyć z bliska tego, którego brali zapewne za gubernatora jeneralnego Indji Wschodnich. Nasz podróżny nie odrzucił zaproszenia ani jednego oberżysty; wszędzie się zatrzymywał po drodze i wszędzie się posilał, lub gasił nieustanne pragnienie.
Przez ostrożność, godną pochwały, Józef przed wyjazdem z Southampton jadł na śniadanie rybę, ryż i omlet; dzięki tej przezorności mógł spokojnie dojechać do Winchester, gdzie kieliszek kseresu zdawał mu się nieodbicie potrzebnym. W Alton zatrzymał się dla skosztowania piwa słynnego w całej okolicy. W Farnham należało zwidzić pałac biskupi i przyjąć skromny posiłek złożony z węgorza, kotletów, fasoli i butelki wina bordeaux. Kiedy dojeżdżał do Bagshot, uczuł trochę zimna na widok skurczonego murzyna, dzwoniącego coraz więcej zębami, dla ogrzania się więc musiał szklankę groku wychylić; wjeżdżając zatem do Londynu miał w żołądku takie zapasy wina, piwa, mięsa, ryby i dy-