Strona:W. M. Thackeray - Targowisko próżności T3.djvu/312

Ta strona została uwierzytelniona.
308

w ustach przyszli do pokoju sąsiadki, która ich zabawiła doskonale przedstawieniem karykatury Józefa. Chwilowe wzruszenie i łzy wylane przez Rebekę nie odjęły jej apetytu, bo z widocznem zadowoleniem wyjęła z kryjówki pasztet i butelkę.
Józef tymczasem poszedł wprost do pokoju Dobbin’a i uroczyście, z powagą opowiedział mu tkliwą historję Rebeki, zamilczając wszakże przygodę zeszłego wieczora i awanturnicze spotkanie tej interesującej osoby przy rulecie. Podczas kiedy dwaj przyjaciele walną mieli naradę nad tem co należało zrobić dla ratowania nieszczęśliwej, Becky kończyła spokojnie swoje śniadanie a la fourchette, przerwane nagle wizytą Józefa.
Jak sobie wytłómaczyć obecność Rebeki w tem mieście, jej włóczenie się po świecie i to osamotnienie, w jakiem się dziś znajdowała, jeżeli nie wierszem poety: Facilis descensus Averni. Rzućmy lepiej zasłonę na tę część życia naszej heroiny, która jeżeli teraz więcej zepsutą była jak w czasach swego wyniesienia, to może właśnie dla tego że los ją zepchnął za nisko.
Znamy już Amelję z tej strony że dobroć jej staje się niemal słabością. Dosyć jej było dowiedzieć się że ktoś jest nieszczęśliwy, a już się tak jego położeniem przejmowała, że całem sercem chciałaby nieba przychylić by rany zagoić. Myśl sama o nieszczęściu drugich była dla niej ciężką do zniesienia: Według jej pragnień należałoby znieść kodeks karny, więzienia, kajdany, kary cielesne, choroby, głód i nędzę. W tem sercu były tak nieprzebrane zasoby dobroci, że łatwo