Strona:W. M. Thackeray - Targowisko próżności T3.djvu/86

Ta strona została uwierzytelniona.
82

pałacem, doszło do uszu woźnicy, który wjechał natychmiast w dziedziniec wspaniale oświecony i zatrzymał się przed gankiem. Rawdon wsadził żonę do powozu, a sam wolał pójść piechotą z panem Wenham, który go poczęstował cygarem. Pułkownik dostał ognia od jednego z uliczników, wziął swego towarzysza pod rękę i poszli razem. W tym samym czasie dwóch ludzi wyszło z tłumu, postępując ciągle w pewnej odległości za nimi. Gdy uszli z pięćdziesiąt kroków, jeden z nich zbliżył się do Rawdona, uderzył go lekko po ramieniu rzekł:
i — Darujesz mi pułkowniku, mam ci powiedzieć parę słów na stronie.
Drugi nieznajomy gwizdnął; jeden z dorożkarzy stojących w linji przed Gaunt House, podjechał natychmiast na dany sygnał.
Pułkownik zrozumiał że wszelki opór byłby bezskuteczny i że wpadł w ręce nieubłaganych wykonawców, a raczej ślepych narzędzi prawa. Rawdon cofnął się, ale natychmiast uczuł żelazną rękę człowieka, który go przed chwilą po ramieniu uderzył.
— Jesteśmy tu we trzech przeciwko jednemu, więc musisz pan iść za nami, żaden opór nie pomoże — powiedział nieznajnmy.
— Ah! to Moss! — wyrzekł Rawdon, przypatrzywszy się bliżej człowiekowi, który stojąc przed nim drogę mu zamykał. — Ileż ci potrzeba?
— Bagatela — odpowiedział pan Moss, pomocnik szeryfa z Middlesex — sto sześćdziesiąt sześć funtów szterlingów i ośm pensów na rekurs pana Nathan’a.