Strona:Wino i haszysz. (Sztuczne raje). Analekta z pism poety.djvu/088

Ta strona została uwierzytelniona.

wiając ten czarujący obraz na miejsce rzeczywistości, tak ubogiej w wolę, a tak bogatej w próżność – kończy na tem, że dekretuje swą apoteozę w wyrażeniach zdecydowanych, stanowczych, w których tkwi bezmiar ohydnego zadowolenia: „Jestem najcnotliwszym z ludzi!“
Czy nie przypomina to nam Jana Jakóba Rousseau, który również, odbywszy nie bez pewnej rozkoszy spowiedź przed światem, ośmielił się wznieść ten sam okrzyk tryumfalny (w każdym razie różnica jest bardzo niewielka) z tą samą szczerością i przekonaniem? Entuzjazm, z jakim podziwiał on cnotę. rozczulenie nerwowe. napełniające oczy łzami na widok pięknego uczynku, lub na myśl o wszystkich pięknych uczynkach, które gotów by był spełnić, wystarczały mu do wytworzenia najwyższego mniemania o swej wartości moralnej. – Rousseau upajał się bez haszyszu.
Czyż mam dalej prowadzić analizę tej tryumfującej monomanji? Czy mam wyjaśniać, jak opanowany przez truciznę mój człowiek czyni niebawem z siebie ośrodek świata? – jak staje się żywem i przesadnem uosobieniem przysłowia, które mówi, że namiętność odnosi wszystko do siebie? Przepełniony on jest wiarą w swą cnotę i genjalność – czyż trudno odgadnąć koniec? – Cały świat otaczający staje się dlań niewyczerpanem żródłem sugestji, wzniecających w nim nieskończoną ilość myśli, co-