<<< Dane tekstu >>>
Autor Aleksander Dumas (syn)
Tytuł Antonina
Data wyd. 1871
Druk F. Krokoszyńska
Miejsce wyd. Warszawa
Tłumacz Stanisław Bełza
Tytuł orygin. Antonina
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron


X.

W istocie — kiedy się nad tém pomyśli, trzeba było być tém czem była Antonina, to znaczy: najczystszem, najszlachetniejszem, najnaiwniejszem dzieckiem w świecie, ażeby pisać do nieznajomego taki list, jaki ona napisała do Edmunda. Trzeba było naprzód przypuścić, że Edmund mógł być na skutek jakiejś tajemniczéj sympatyi, włożony we wszystkie myśli, które od samego rana, nawiedzały młodą dziewczynę i w objaśnienie, które jéj ojciec dał co do jego choroby, — czyli trzeba było przypuścić niemożliwość.
Napisała ona ten list, a raczéj to zdanie, bez rozumnego zastanowienia się, — jako konieczność niemal swojéj myśli. Było tu więcéj jak naiwność — było tu dzieciństwo, w całem znaczeniu tego wyrazu. Niestety dzieciństwo to, mogło pociągnąć za sobą, wszystkie rodzaje następstw, których nie przewidziała panna Devaux. Ten anonym ostrzegający, mógł być zrazu pojmowany przez Edmunda jako żart niewczesny, żart, w którym mógł nieodgadnąć uczucia, które go wywołało; daléj gdyby pan Pereux przypuszczał nawet od kogo ten list otrzymał, w niewiadowości tego, co doktór powiedział swojéj córce, mógłby znowu tłomaczyć go, na korzyść swojéj rodzącéj się miłości; nareszcie, gdyby list osiągnął cel zamierzony, to jest gdyby odkrył choremu doniosłość jego słabości, i potrzebę spiesznego wyjazdu, odkryłby mu on w sposób niegrzeczny okoliczność, którą we własnym interesie, Antonina powinna była ukrywać... o tyle, o ile, to leżało naturalnie w jéj mocy
Młoda dziewczyna, nie przeczula ani jednéj z tych ewentnalności.
Powtarzam wam, — iż Antonina było to prawdziwe dziecko, które w tem wszystkiem działało z lekkomyślnością młodego serca.
Z tem wszystkiem, kiedy nadszedł wieczór, kiedy pozostała ona sama jedna w swojéj sypialni i mogła sobie powiedzieć: „Teraz już jestem tego pewną, pan Pereux otrzymał mój list,” powiedzieć, — z tą gwałtownością krańcowego uczucia, które charakteryzuje młode dziewczęta, — w téj chwili mówimy, była strwożoną, przerażoną niemal tem co uczyniła.
Na skutek nagłego zwrotu, jaki zaszedł w jéj umyśle, widziała ona w tym czynie, który jéj zrazu zdawał się być tak pospolitym, to, czego młoda panna nie powinna robić; widziała w nim tylko fakt: iż młoda dziewczyna pisała do nieznajomego człowieka i przesadzała już następstwa jakie ta jéj lekkomyślność mogła za sobą pociągnąć.
„Co on sobie o mnie pomyśli? mówiła do siebie. Pomyśli sobie, że jadę na południe aby tam się z nim spotkać. Może sobie wyobrażać, iż lękam się go kochać i że dla tego każę mu wyjeżdżać. Może przypuszczać nawet, iż kocham innego, — słowem to wszystko o czem mi się nawet nie śniło. Ojciec mi powiedział, iż nie przewiduje on niebezpiecznego stanu w jakim się znajduje; niepodobieństwem jest przeto, aby zrozumiał mój list.”
Z tem wszystkiem, była tego niemal pewną, iż Edmund nie odgadnie od kogo jej pismo pochodziło.
„I pocóżem napisała ten list? pytała znowu. Ależ po to mój Boże, aby ocalić tego, który mnie kocha? Kto mi to powiedział? coś, czego sama rozumieć nie mogę; jakiś głos który odzywa się we mnie cicho i jego nazwisko mi wymienia; pocóż chodzi za mną, po co dziś przyszedł do mego ojca, pocóżem do niego pisała, — jeżeli nie doświadcza tego dla mnie, co ja doświadczam dla niego?”
Niech nasi czytelnicy nie dziwią się tym nieprzerwanym myślom, których Antonina była pastwą: awantura dnia wczorajszego, przerywała ciągłą jednostajność jéj życia.
Nie tylko nikt jeszcze nie mówił jéj o miłości, ale nikt nawet jeszcze nie zdawał się spostrzegać iż była ona kobietą, i do tego w wieku zdolnym do kochania. Edmund był pierwszym, który nie mówiąc z nią wcale, zrobił jéj jeżeli tak powiedzie można, prawdziwe oświadczenie miłości.
Bo wistocie, — śledzić kobietę, pytać o jej nazwisko i znaleść nazajutrz sposób przedstawienia się w jej domu, nie byłoż to formalnem wyznaniem miłości? A skoro, jako następstwo tego kroku, wynika to co wynikło dla Edmunda po jego wizycie u doktora: — wypadek tak wielce poetyczny, czyż nie jest całkiem naturalnem iż młoda dziewczyna, romantyczna i sentymentalna jakiemi są one wszystkie po swojem wyjściu z pensyi, — z awantury téj, uczyniła przedmiot ciągłego zajęcia dla swojéj myśli? Powiemy nawet, iż gdyby w chwili w któréj rozpoczęła myśleć nad niepożądanemi skutkami które jéj lekkomyślność mogła za sobą pociągnąć, Antonina przestraszyłaby się była nieco — to właśnie nie dla czego innego jak dla tych następstw jéj pisma skończyłaby ona nie tylko na pogodzenia się z tym krokiem, ale nadto na głębokiem wewnętrznem z niego zadowoleniu.
Pokażcie mi szesnastoletnią dziewczynę, któraby nie była zachwyconą, że jej życie wchodzi na tor zupełnie nowy! To też Antonina usnęła mówiąc sama do siebie:
„Co on uczyni jak otrzyma mój list? W każdym razie coś uczynić musi. Jakżebym chciała, aby już było jutro!”
Zapomniała już zupełnie o tem, iż Edmund miał tylko trzy lata do przeżycia i że z tego to właśnie powodu pisała list do niego.
Serce dziewczęce, czysty krysztale który odbijasz w tysiącznych swoich atomach tysiące rzeczy, które się przed tobą przesuwają, a nie zatrzymujesz odbicia ani jednego z nich wszystkich...
Antonina usnęła uśmiechając się, zapomniawszy nawet zagasić świecę, którą dopiero o drugiéj z rana pani Aniela zagasiła; poczciwa kobieta, obudziła się nie mogąc pojąć czemu tak długo świeciło się w pokoju Antoniny.
I Edward także czuwał; on czuwał tak szczęśliwy, jak ona spała szczęśliwa.
Po obiedzie który jadł z Gustawem u Nichetty, najął on powóz i troje naszych młodych kochanków pojechało razem na spacer na pola Elizejskie i do lasku Bulońskiego; Nichetta leżała sobie wygodnie złożywszy główkę na ramieniu swojego Gustawa, a Edmund siedząc na przedzie powozu podziwiał w niemym spokoju śliczne nóżki modniarki rozciągnięte na miękkiej poduszeczce.
Młoda kobieta zamieniała pocichu z Gusta wem słowa których niesłysząc można się było domyśleć a które mrok wieczorny unosił het daleko wraz z zapachem kwiatów i szczebiotaniem ptaszków.
Edmund myślał o Antoninie prosząc Boga, aby nadszedł ten dzień w którymby mógł ściskać ją w swoich objęciach tak jak Gustaw ściskał Nichettę i aby mógł być tak szczęśliwy, więcéj nawet szczęśliwy jak jego przyjaciel.
Po dwu godzinnéj przejażdżce odwiózł Gustawa i Nichettę do jéj mieszkania i pożegnawszy się z niemi powrócił do swojéj matki.
W chwili kiedy stawiał nogę na pierwszym schodzie, odźwierny wręczył mu pismo Antoniny.
Nie domyślając się ani co list mógł zawierać ani od kogo pochodzić, Edmund rozłamał pieczątkę.
Przeczytał trzy razy tajemniczą radę nie mogąc jéj zrozumieć.
„Jedź pan na południe“ powtarzał ustawicznie sylabizując wyrazy, ażeby mógł lepiéj pojąć ich sens rzeczywisty; co to ma znaczyć?
Myślał tak długo nad tym listem przed lustrem swojego pokoju, zapomniawszy nawet zdjąć kapelusza.
Imię młodéj dziewczyny nie przyszło mu jeszcze do głowy, — taki już bowiem jest ustrój naszego umysłu, iż szuka on zwykle daleko tego, co bardzo blisko najczęściéj się znajduje; z tém wszystkiem imię panny Devaut, które zajmowało Edmunda dzień cały od czasu do czasu przychodziło mu na myśl tak dalece iż pod panowaniem téj hallucynacyi, targał on na wszystkie strony otrzymany papier jakgdyby chciał wytrząść z niego to tajemnicze imię.
Edmund był w tym stanie, kiedy zapukano do jego drzwi.
— Można wejść zawołał, nieodwracając się nawet, sądząc że ma do czynienia ze służącym który przychodził za interesem.
— Co czytasz z takiem zajęciem, kochane dziecko? spytała pani Pereux opierając głowę o ramię swojego syna.
— Ah! moja matko, przepraszam cię najmocniej, odpowiedział Edmund, nieprzypuszczałem abyś ty mogła pukać. Czytam list, który mnie wielce intryguje, — nie wiem bowiem od kogo pochodzi i co znaczą jego słowa.
— Jeżelisz możesz matka mi to wytłomaczyć, wyprowadzisz mnie z prawdziwego kłopotu.
Edmund podał list pani Pereux.
Zaledwie rzuciła okiem na pismo, zbladła jak trup. Ta bladość nie uszła uwagi syna.
— Co ci jest moja matko? zawołał.
— Nic, wyjąknęła pani Pereux przymuszając się do uśmiechu; nic, drogie dziecko; od pewnego czasu podlegam nagłym wzruszeniom. Mam uderzenia krwi do serca.
— Trzeba się leczyć.
— O to nic. Bądź pewny.
Pani de Pereux uśmiechała się z trudnością, ale w ostateczności uśmiechała się.
— Czytałaś ten list? zapytał Edmund.
— Czytałam.
— Rozumiesz co z niego.
Pani Pereux chciała odpowiedzieć, ale łzy nagle popłynęły jéj a ona sama upadla na krzesło podnosząc chustkę do oczów.
— Mój Boże, co ci jest matko? zawołał Edmund rzucając się do kolan pani Pereux. Na Boga, co ci jest? Czyś jest słabą? czy czeka nas jakie nieszczęście?
— Nie, moje kochane dziecko, odrzekła święta kobieta przyciskając konwulsyjnie do łona swojego syna, niczego nie potrzebujemy się obawiać.
Ale ty wiesz, jak ja jestem lękliwą i łatwo niepokojącą się. Jest tak późno. Nie widziałam cię powracającego. Lękałam się, aby ci się co złego nie stało... Zazwyczaj, jak powracasz wieczorem, przychodzisz uściskać swoją matkę; dziś zapomniałeś widać o tem. Obawiałam się czy ci co niedołęga, czy nie miałeś jakiego zmartwienia i przyszłam się o tem upewnić. To niespodziewane wzruszenie, które powoduje moje zbytnie może przywiązanie ku tobie, jest wynikiem łez ciągłych. Uściskaj mnie, mówiła pani Pereux ocierając łzy z oczów i siląc się uspokoić, — uściskaj mnie, i nie mówmy więcéj o tem. Co się zaś tyczy tego listu...
— Co mnie obchodzi ten list?
— Co się tyczy tego listu... czy chcesz abym ci powiedziała od kogo on pochodzi?
— Mów moja matko.
— On pochodzi od panny Devaux.
— Co mówisz matko? Pani Pereux uczyniła nowe wysilenie ażeby nie płakać.
— To bardzo proste, ciągnęła daléj uśmiechnąwszy się, — panna Devaux kocha cię.
— Panna Devaux mnie kocha, mówisz?
— Nieinaczej.
— Wytłomacz mi to moja matko.
— Tak jest, — a jeżeli cię jeszcze nie kocha, to zajmuje się już tobą.
Dziś rano byłeś u jéj ojca, udawałeś chorego aby uzyskać sposób wejścia do jéj domu.
Pani Pereux zatrzymała się; kaszlnęła.
— Tak jest matko, odpowiedział Edmund.
Nie wiedząc, co ci przepisać, ponieważ jesteś zdrów zupełnie, polecił ci doktór podróżować. Prawda że tak mi opowiadałeś? mówiła pani Pereux usiłując głos swój uczynić obojętnym.
— W istocie.
— Panna Devaux, ciekawa jak wszystkie młode panienki, zapewne podsłuchała waszą rozmowę, zdawało jéj się, że jesteś niebezpiecznie chory, i powodowana szlachetnym popędem, napisała ci ten list, myśląc iż zdrowie twoje zależy od podróży, którą przepisał ci jéj ojciec.
— Zapewne, moja droga matko; ty dostrzegłaś to czego ja sam nie mogłem dopatrzeć.
Wiesz ty, że to jest bardzo pięknie ze strony Antoniny? To dziecko ma serce Anioła. Ona myśli o mnie widzisz matko. O, ja ją muszę zobaczyć, podziękować jéj za to co dla mnie zrobiła. Ona mnie pokocha, coś mi tak matko mówi, a ty będziesz miała dwoje dzieci przy swojem sercu i będziemy wszyscy szczęśliwi. Niebędziesz przecie jéj zazdrościła, nieprawdaż?
— Nie moje dziecko, nie. Z tem wszystkiem, gdybym też domagała się od ciebie pewnego poświęcenia?...
— Poświęcenia matko?
— Gdybym ci chciała powiedzieć: „Edmundzie, wyrzeknij się téj dziewczyny, nie staraj się nigdy zobaczyć jéj saméj ani jéj ojca...“ Gdybym się domagała tego od ciebie, bez żadnego powodu, i poprostu dla kaprysu, uczyniłbyś to dla twojéj matki?
— Uczyniłbym to moja matko, albowiem wiem, iż jakkolwiek nie wyłuszczyłabyś mi powodu, zawszeć musiał by tu zachodzić jakiś i do tego ważny.
— A więc....
— A więc, co?
— Ah! ja jestem niemądra tego wieczoru; ja nie wiem sama co mówię. Ty kochasz to dziecko, twoje szczęście zależy zapewne od tej miłości, a ja przychodzę wnieść pomiędzy was moje podejrzenia. Przebacz mi mój synu, przebacz mi.
— I cóż ja ci mam przebaczyć, moja matko, jeżeli nie to że kochasz mnie zbyt czule? Czy za to winić można matkę.
— Niczego więcéj już dziś nie potrzebujesz?..... pytała pani Pereux dla zmienienia rozmowy i dla odwrócenia swego umysłu, jeżeli tylko to było możliwe, od przykrych myśli które nim miotały.
— Dziękuję ci droga matko, dziękuję, widziałem cię już, — więc niczego więcej niepotrzebuję.
— Dobranoc; spij mój synu spokojnie.
Łzy przebijały się przez te słowa.
Pożegnawszy uśmiechem syna pani Pereux powróciła do swojéj sypialni.
— Co dziś jest mojéj matce? pytał sam siebie Edmund jak skoro pozostał w swoim pokoju, — poczem odczytał jeszcze kilka razy list otrzymany od panny Devaux.
„Antonino”!... powtarza] on podnosząc do ust swoich to pismo; a wszystkie przyrzeczenia kochającego serca zawierały się w tym jednym wyrazie.
„Moj Boże! niech się stanie twoja wola, westchnęła pani Pereux, rzucając się przed łóżkiem na kolana? złożywszy do modlitwy ręce i wybuchnąwszy głośnym płaczem; ale spraw aby wola twoja nie była zbyt surową.
Biedna matka, przy pomocy tego macierzyńskiego przeczucia, które graniczy z bozkością, odczytując ten list anonym odgadnęła całą prawdę.
Niech ci, którzy znajdują to nieprawdopodobnem zapytają swoich matek, jeżeli są tak szczęśliwi i mają jeszcze matki.



Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronach autora: Aleksander Dumas (syn) i tłumacza: Stanisław Bełza.