[197]403.
z p. Rybnickiego.
Biada mnie smutnemu,
Wielce strapionemu,
Iżech dostał złą żonę.
Kiedy ona rano wstaje,
To mnie klnie i łaje, —
Biada mnie smutnemu,
Iż mię łaje przy wstaniu.
Jach się jéj też chciał uskarzyć,
We swojéj niewoli,
Iże mnie w plecach boli;
Byłać to żona nieszczęsna,
Takiego mi leku naszła,
Widłami od pieca
Waliła mnie bez pleca.
Jach jéj pięknie prosił:
Żeniczko, me serce,
Nie bijże mnie już więcéj;
A ta, jako strzała leci,
Zaczyna mnie bardziéj bići
Bez głowę, bez gębę, —
Jach jéj uciekł na górę.
Ona za mną na górę,
A wrzeszczy a krzyczy,
Iż mnie za łeb zesmyczy;
A jach se rzekł: Miły panie,
Niech się ze mną jak chce stanie;
Wziąłech ja za głowę,
Zrzuciłech ją do dołu.
Język sobie ukąsiła,
Krew się jéj waliła,
Zębska wybijała,
Potém więc nie gadała.
Złamała se nogę,
Złamała se nogę,
A ja za to nie mogę.
Nie długoch się nad nią smucił,
Wziąłech ją na tragacz,[1]
Zawiozłech ją aż pod las;
Nie długoch się nad nią smucił,
Wziąłech ją, do stawu wrzucił,
Bez księdza, bez dzwonów, —
Ja z tragaczem do domu.
Moi mili muzykanci
Ze mną się weselcie,
A złych żon się nie bójcie,
Bo kto się złéj żony boi,
Ten moc w świecie wystoi;
Bo żona ma we zwyku,
Iż ma djabła w języku.