Bogaty abo sam niesprawiedliwy, abo sukcesor niesprawiedliwego. Na toż drugi raz

<<< Dane tekstu >>>
Autor Wacław Potocki
Tytuł Bogaty abo sam niesprawiedliwy, abo sukcesor niesprawiedliwego
Podtytuł Na toż drugi raz
Pochodzenie Moralia
Wydawca Akademia Umiejętności
w Krakowie
Data wyd. 1915
Miejsce wyd. Kraków
Źródło Skany na commons
Inne Cały tom I
Indeks stron
Na toż drugi raz.

Nie prawda to, żeby człek miał pieniądze zbierać:
Na cóż mu się przydadzą, gdy przyjdzie umierać?
Jedna, i to podlejsza człowiecza połowa,
Olało śmiertelne, sienna w skrzyniach ziemię chowa.
Dusza o nich nie myśli, choć mieszka w tym ciele,
Bo gdzie indziej depozyt swoim zbiorom ściele.
Opak świat. Onyćby to zbierać należało,
Czymby mogła żyć, w grobie zostawiwszy ciało.
Na cóż, kiedy ani je, ani pije dusza,
Ani koszule, ani trzeba jej kontusza?
I ciałuć, skoro wyńdzie z niego, już nic po tem.
Czemuż tak siłę z grzechem skarbi i z kłopotem,
Że choćby żyło tysiąc lat niepewno jutra,
Miało by co jeść, co pić, dosć sukna i futra,
Choćby najdrożej kupne, niechaj Się tak pisze,
Żeby nie rzkąc potrzebie, ale nazbyt pysze?
Nie poradzisz, bo i to pycha liczy między
Swe ozdoby: im więcej nazbiera pieniędzy.
Czy nie podobniejżby ich, byle wcześnie dożyć,
Na duszne i zbawienie swoje ciało łożyć?
Co mu zbywa, przedawszy, naprzód gotowiznę
Rozdać ubogim, zwłaszcza już czując siwiznę.
Toć to skarb, to depozyt, śmiercią ani żadną
Nie dotkniony przygodą: tego ani kradną
Złodzieje, ani ogień, ani woda szkodzi.
Także dalece żona nad mężem przewodzi?
Choćby rozumna dusza miała być nad ciałem
Według Boga i według ludzi pryncypałem.
Więcby dzieci przy kiju i torbie zostawieł,

Wszytko dawszy ubogim? Nie źlećby się sprawieł.
Abraham, co się Bożym przyjacielem liczy,
Dziesięcinę tylko dał kapłanom zdobyczy
Raz tylko, gdyż póki żył, póki go nie zgarbieł
I długi wiek nie skrzywił, Izakowi skarbieł.
Także Job i Tobiasz, i Raguel trzeci,
Kochankowie u Boga, skarbili dla dzieci.
Jest od tego rozum, kto dobrze go zażywa:
Każe dać ubogiemu Bóg, co komu zbywa;
Każe i dzieciom jeszcze, niż ubogim, wprzody,
Żeby im nie przyszło kraść i paść potym trzody.
Dzieciom skarbić, a tym zaś udzielać po trosze;
Nie mogą być tysiące, niech biorą i grosze.
Ani się tak dla obcych żebraków ubożyć,
Żeby dzieciom nie było na ćwiczenie łożyć;
Nie żeby ich bogacieł, zagradzając drogę
Do nieba miasto tego, co dać miał załogę
Pobożnym wychowaniem; ale po swym ześciu
Zostawił je [na ziemi] w przystojnym obejściu.
Już temu nic nie zbywa, już ten nie bogaty,
Co mu grosz nad potrzebę zbywa od intraty.
Chyba kto jest bez dzieci, abo jedynakiem
Cieszy się, powinien mieć litość nad żebrakiem.
Choć ci i ten, co syny, córki ma i wnęki,
Nigdy przed niem nie kurczy w imię Boże ręki.
Jeśliż duchowni, choć to świętokradztwo pewne,
Obracają kościelne dochody na krewne,
Dzieci nie mając, dziada szelągiem odprawią
Drudzy, abo też inszym na zbytki zostawią,
Nadto, pisząc testament chłopu, abo wdowie,
Ubogim się sam, żeby wziął też co, nazowie;

Czemużby ociec syna przeciw przyrodzeniu,
A zwłaszcza cnotliwego, miał mieć w zapomnieniu?


Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Wacław Potocki.