Encyklopedja Kościelna/Apoteoza

<<< Dane tekstu >>>
Tytuł Encyklopedja Kościelna (tom I)
Redaktor Michał Nowodworski
Data wyd. 1873
Druk Czerwiński i Spółka
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Indeks stron

Apoteoza, jest publiczny akt ubóstwienia człowieka. Różni się ona od religijnej czci oddawanej cesarzowi chińskiemu albo Dalai Lamie; cześć bowiem im oddawana, oznacza, w ogólném odpadnięciu rodzaju ludzkiego od Boga, jakiś jeszcze wyższy względnie stopień religijnego rozwinięcia, na jakim człowiek, dotąd czciciel fetyszów, przedmiotow bezdusznych, zwierząt, gwiazd, poczyna przeczuwać Boga, jako istotę osobową. Cześć oddawana cesarzowi chińskiemu albo Dalai-Lamie jest czcią osobistości; człowiek więc, dla tego samego, że w osobistości szuka Boga, stoi tu wyżej, niż czciciel fetyszów. Bogowie Grecji są także postaciami osobowemi, wzniesionemi po nad świat ziemski, jakkolwiek, fantazja przedstawiała ich często w brudny i niegodny takich istot sposób. Należy więc uważać za znak wielkiego upadku, gdy człowiek, uznający nadziemskie Bóstwo, człowiekowi wszelako Boską cześć oddaje. Upadek ten jednak nie tyle jest umysłowym, ile moralnym, gdyż z jednej strony szalona próżność i pycha, a z drugiej najniższe pochlebstwo, połączyły się na wymyślenie apoteozy człowieka, urzeczywistniając tym sposobem szatańską ową pokusę: „będziecie jako bogowie.“ Oddawna Grecy oddawali boskie honory znakomitym ludziom, po ich śmierci, jako bohaterom; ale nie była to jeszcze ściśle apoteoza: nigdy też nie ubóstwiali ludzi żyjących. Apoteozy takie zjawiają się dopiero w epoce bezreligijnej lekkomyślności życia. Zaczęły się one już za wojny peloponezskiej, kiedy miasta greckie Lizandrowi wystawiły ołtarze, poświęcały mu ofiary i śpiewały peany (hymny, śpiewane tylko na cześć Apollina zwycięzcy). Filip macedoński odbierał boskie honory w Amfipolis, a Aleksander W. formalne miastom greckim postawił żądanie, aby go za boga uznały i czciły. Po jego śmierci, naśladowali go jego jenerałowie, którzy pozostawali królami. W Rzymie ubóstwianie to doszło do najwyższego szału. Początkowo, pozwalano tam tylko na to, aby wschodnie i greckie miasta rzymskim wodzom i rządcom poświęcały święta, kapłanów, ołtarze i świątynie. Cycero sądził, że nędzny ten i pochlebniczy kult wynikał z upodlonej długą niewolą natury azjatów. Ale niebawem i w Rzymie poczęło się dziać to samo. Senat uznał Cezara za Boga, naznaczył co pięć lat na cześć jego igrzyska, jego posąg, wraz innymi bogami, obnoszony był w cyrku. Antonjusz uważał sobie za honor, że mógł zostać kapłanem nowego Jowisza. Roztropniejszy od Cezara, Oktawjan, nie pozwolił, aby mu w Rzymie cześć boską oddawano, ale zaraz po śmierci nastąpiła jego apoteoza: 21 losem wybranych senatorów, a z nimi i sam Tyberjusz, zostali kapłanami nowego boga. Za Tyberjusza 11 miast Azji spierało się o honor zbudowania żyjącemu cesarzowi świątyni (Tac. Ann. 4, 56). Współubiegania się takie były wówczas rzeczą zwyczajną. Aż do Kaliguli jednak było w Rzymie zasadą, apoteozować cesarzów dopiero po śmierci. Kaligula chciał wszelako, aby go za życia za widzialnego boga uznano: senat przyznał mu świątynię w Rzymie, a drugą sam sobie zbudował; miał on kapłanów i kapłanki: posady, sprzedawane przez niego za bardzo wysokie summy; na ofiarę też można mu było składać tylko bardzo wyszukane zwierzęta, pawie, bażanty i t. p. Domicjan poszedł za przykładem Kaliguli, nazywał się sam „panem i bogiem“ i nikt nie ośmielił się go inaczej nazywać. Drogi do Kapitolu, mówi Plinjusz, były zapełnione trzodami, prowadzonemi na ofiary przed statuą tego boga (Suet. Dom. 13. Oros. 7, 10. Plin. Paneg. 11). Za Hadrjana, ubóstwiono Antynousa, jego ulubieńca, zbudowano mu w wielu miejscach świątynie, a w całém państwie stawiano posągi (Dio. Cas. 69, 10). Od Cezara do Djoklecjana było 53 takich uroczystych ubóstwień: z nich 15 odnosiło się do kobiet, pomiędzy któremi były takie, jak Domicylla, siostra, a zarazem nałożnica Kaliguli, Poppea, żona Nerona etc. Byli to bogowie, w których najmniej wierzono, ale których czczono najwięcej. Upadek wszelkiego uczucia religijnego i moralnego był oczywisty. Herodjan, w swojej Historji cesarstwa (IV 2), opisuje obszernie długi ceremonjał apoteozy, kończący się tém, że figurę apoteozowanego, wyrobioną z wosku, na marach, pokrytych złocistemi dywanami, na swoich barkach wnosili najznakomitsi rzymianie, do wystawionej na placu Marsa ogromnej czworokątnej drewnianej budowli, wznoszącej się ku górze piramidalnie, zewnątrz przyozdobionej bogato, a wewnątrz wypełnionej chrustem i innemi materjałami palnemi. Po odśpiewaniu odpowiednich hymnów i wojennym tańcu rycerstwa, wprowadzano mary na drugie piętro, stawiono je pomiędzy różnemi wonnościami, poczém nowy cesarz rzucał gorejącą pochodnię wewnątrz budynku; zewsząd też obecni rzucali ogień i jednocześnie, gdy budynek był w płomieniach, z jego szczytu wypuszczano zamkniętego tam orła, który duszę zmarłego cesarza miał nieść do nieba. Döllinger, Heidenthum u. Judenth. s. 314, 464, 613. Champagny, Les Cesars, t. II p. 204. N.