[235]
DRYAS
ZAMECHSKA
JANA KOCHANOWSKIEGO.
Co to za gość, o Siostry, przyszedł w nasze kraje?
Sama twarz i uroda, sam statek[1] wydaje, Że zacny człowiek jakiś, a Król bez wątpienia,
Onych cnych bohaterów jeszcze snadź nasienia. Znam cię, o zacny Królu, chociaś bez korony,
Ani w rózny od inszych ubiór obleczony; Znam cię, o Królu Polski, choć tu między lasy
Z dzikim źwierzem przebywam po wszytki swe czasy. I nas o twym przyjeździe głosy dochodziły,
I z tych lasów na oczy ludzkie wywabiły, Abychmy też twoję twarz wdzięczną oglądały
I gościa tak miłego mile przywitały. Bądź zdrów na długie czasy, Królu wielowładny,
A w twoich pięknych myślach, daj ci Boże, snadny Skutek widzieć; znaczy się[2] z początków koniecznie,
Czego już i na dalszy czas ludzie bezpiecznie Po tobie czekać mogą; tylko prosić trzeba,
Aby Bóg dobrej radzie błogosławił z nieba.
[236]
Mnie jednej, twoję dzielność i twe słysząc sprawy,
Serce niemylnie tuszy, że cię z Bolesławy Równo Polska kłaść będzie; a ty nie ustawaj,
Ale dobrych początków coraz dokonawaj Jeszcze lepiej. Z królów rząd; póki Polska miała
Pany rządne, taka więc i szlachta bywała. Królu, możesz mi wierzyć, że za lat dawniejszych
I ludzie obyczajów byli pobożniejszych. Nie były takie lichwy, ani waśni takie,
Rychlej mierność i cnoty kwitnęły wszelakie. O elekcyach sobie głowy nie zmyślali,[3]
Żadnych praktyk[4] i tego słowa snać nie znali. Ludzie z sobą uprzejmie, nie za tarczą[5] żyli,
Starsze w leciech, także też przełożone czcili. Ale jako panowie jęli się próżnować,
Toż i poddanym zaraz poczęło smakować, Skąd gadki niepotrzebne, skąd i wiary rózne,
I łakomstwo urosło, i utraty prózne.[6] Praktyk się namnożyło, niemasz uprzejmości,
Żaden nie jest uważon w swojej dostojności; Cnoty wszytkie zagasły, mąż dobry — nowina,
Serca w ludziech oziębły, strach nas Tatarzyna. To ty, o możny Królu, łatwie wynicować[7]
Wszytko możesz, tylko chciej jawnie pokazować, Że, jako sam przystojność i cnotę miłujesz,
Tak niewstydu i fałszu w drugich nie lubujesz.
[237]
Łacno swąwolą, łacno objeździć[8] Królowi.
Pilecki, będąc Panem temu tu Zamchowi, I na niedźwiedziech jeździł, prawo kolca[9] twarde:
Komu je na nos włożą, powiodą i harde. Ale o tem natenczas dopuść Bogu radzić,
Który wszytki twe sprawy zawżdy zwykł prowadzić Do szczęśliwego kresu; sam po ustawicznych
Pracach odpoczyń sobie w tych tu lesiech ślicznych. Jeśli chcesz rzek przezornych[10] pławem napaść oczy:
Tu Sopot i Tenwica swoję rosę toczy; Tu Tanew niehamowna San prędki napawa,
A Tenwi dwóch ochotna Rdzina nie wydawa.[11] Ale, jeśli cię raczej myśliwa myśl wiedzie
Na dzikie wieprze jechać albo na niedźwiedzie, Lubo sarny po puszczy gonić wiatronogie —
Wszytkiego tu, królu mój, najdziesz mnóstwo srogie. A teraz więc te wszytkie puszcze i ze wsiami
Król polski opatruje zawżdy starostami, Ale przed laty (patrzaj, jako wiek nasz dawny)
Trzymał to Iwan Kustra z Krzeszowa, mąż sławny, Który Leżejsko na swym gruncie zabudował,
Tu Łukową założył, a we Pszy panował. Potem, kiedy plemienia jego się zebrało,[12]
Wszytko to po nich królom w ręce się dostało.
[238]
Tak na świecie niemasz nic własnego nikomu:
Dziś to moje, a jutro będzie w inszym domu, A potem jeszcze w inszym, i w drugim i w trzecim,
A my jako suchy list na dół z drzewa lecim. Dłużej cię bawić, królu nasz, nam się nie zdało:
Podobno i to, albo bez podobno mało[13] Co grzeczy; ale w lesie nie uczą wymowy,
Prostemi tu swe rzeczy odprawujem słowy. Ani my w mieście, ani na sejmiech bywamy,
Ani tam krasnych onych mowców twych słuchamy; W lesiech lata swe trawiem z fauny rogatemi,
Co wy podobno mężmi zowiecie dzikiemi. Tam albo więńce wijem, albo tańcujemy,
Trafi się, że z Dyaną czasem polujemy; To są nasze zabawy, póki topór ostry
W modrzewiu nie namaca dusze której siostry.[14]
|