<<< Dane tekstu >>>
Autor Józef Ignacy Kraszewski
Tytuł Kamienica w Długim Rynku
Wydawca Michał Glücksberg
Data wyd. 1868
Druk J. Unger
Miejsce wyd. Warszawa
Źródło Skany na Commons
Inne Cały tekst
Pobierz jako: EPUB  • PDF  • MOBI 
Indeks stron

Skrzynia z rulonami przybyła do domu w długim Rynku po południu, złożono ją w pokoju Jakuba... Wiktor ani nikt o tém słowa nie pisnął.
René miał jeszcze nazajutrz przybyć dla dalszego rozpatrywania się w ruchomościach, było bowiem około nich wiele roboty.
Jakub zajęty był rachunkami i przygotowaniem do podróży, których interes z bankiem londyńskim wymagał...
Wszyscy mieli czas ochłonąć z piérwszych wrażeń, oprzytomniéć i na twarzach ludzi znękanych, gdy się wieczorem zebrali, wcale nie widać było że nadeszła chwila wyzwolenia. Jakub i Wiktor naradzali się z cicha, gdy oczekiwana Klara weszła blada jak marmur, z widoczną na twarzy boleścią, z papiérem w ręku, z twarzą obłąkaną...
Zaledwie postąpiwszy kilka kroków, upadła na fotel...
Wiktor postrzegł że mdleje... rzucono się do wody... ale w téj chwili porwała się konwulsyjnie, potarła ręką po czole, rzuciła list na stół i z energią rozpaczliwą zawołała głosem nienaturalnym.
— Nic mi nie jest! nic mi nie będzie!...
— Co to za list? spytał ojciec.
— Możesz go przeczytać, odparła Klara sucho... jestto zresztą... wiadomość któréj się spodziéwałam oddawna...
Wiktor i Jakub rzucili się z ciekawością do listu, poznali rękę Teofila.
Nadzwyczaj starannie wystylizowany ten utwór literacki, bo go inaczéj nazwać nie było podobna, zawiérał w sobie rozprawę o miłości, komentarz nad prawem sercowém, elegią nad utraconém szczęściem, dyalog o niestałości człowieka... i postscriptum uwalniające Klarę od zobowiązań względem jéj wiecznego wielbiciela... ale już usuwającego się od pretensyj do jéj ręki... Teofila Wudtke...
— W samę porę! zawołał Wiktor z gniewem.
— Tak jest stryju — odpowiedziała Klara, Opatrzność chciała mnie ocalić... Jutro mogłoby się zmienić wszystko... a ja byłabym nieszczęśliwą całe życie. Wolę nie być szczęśliwą a zostać swobodną... Wydrę z serca uczucie, wyleczę się ze słabości... i... dożyję do końca...
Zapłakała...
— Sztuka! sztuka zgoi rany serca... praca da zapomnienie...





Tekst jest własnością publiczną (public domain). Szczegóły licencji na stronie autora: Józef Ignacy Kraszewski.